Pimposhka woła na swoim blogu o pomoc dla Pauli. Finansowo nie mam jak, ale chociaż tak pomogę.
Poczytajcie i pomóżcie:
PAULA i PAN ŚMIECIUCH
Wiem jak to jest gdy GAD atakuje.
Proszę, kto może niech pomoże.
wtorek, 10 maja 2011
sobota, 7 maja 2011
POST MAŁO ROBÓTKOWY
Dzisiaj o robótkach niewiele. Za to chcę się Wam pochwalić koralami jakie zrobiła mi siostra. Zdolna z niej bestia. Kiedy postanowiłam nauczyć się filcowania, powstało w ramach prób kilka filcowych kuleczek. Poprosiłam siostrę by wykombinowała coś na korale. Tyna ma niesamowite zdolności w biżu. Robi już od dawna kolczyki, tak amatorsko, dla nas i swoich znajomych. Z moich kuleczek powstał :
W dodatku wszystko idzie pomalutku, bo niespodziewanie w środę dopadła mnie grypa. Powaliła mnie w ciągu dosłownie kilku godzin. Wychodząc z pracy leciutko bolało mnie gardło. Wieczorem już z minuty na minute czułam się coraz gorzej, bolała mnie już głowa i wszystkie mięśnie. Koszmar. Czwartek praktycznie przespałam z maleńką przerwą na wizytę u lekarza i chwilę w pracy by dokończyć co dokończone być musiało. Dowlokłam się na ostatnich nogach do domu. Dobrze, że Pan B. był wolny i uratował mnie przed spacerem. Już nie pamiętam kiedy mnie położyła taka prozaiczna choroba. Bo wiecie ja jak choruję to tak od razy z grubej rury :) Ale nic to, dochodzę już do równowagi, bo druty z rąk nie wypadają i Ogoniastego przybywa.
Na koniec jeszcze tylko mała refleksja przyrodnicza. Przed samym weekendem majowym, za oknem wykluły się maleńkie grzywacze. To odmiana gołębia.
Podpatrywaliśmy jak ptaki opiekowały się swoim potomstwem. To było cudne. Niestety, w środę, po przymrozkach z przykrością zaobserwowaliśmy, że gniazdo jest puste. Chyba nie przetrwały maleństwa śniegu i przymrozków. Szkoda bardzo. Wprawdzie nie bardzo lubimy gołębie, bo strasznie ich dużo na naszym osiedlu i brudzą ogromnie, ale jakoś tak polubiliśmy te Grzywaczową rodzinkę. Choinka stoi bliziutko naszego balkonu i miło było mieć takich ptasich sąsiadów. Ech szkoda. Natura to jednak potężny żywioł.
Życzę Wam miłej soboty i niedzieli.
NASZYJNIK.
Będzie pasował do robótki, która mam aktualnie na drutach -OGONIASTEGO. Dziergam go z moherku cienkiego jak pajęczyna, więc idzie pomalutku. Może dzisiaj go dokończę w warstwie dzierganej. Potem mam ogromną ochotę na aplikację z czesanki ,tylko ogromnie się boję zacząć ją robić. Bo co będzie jak nie wyjdzie???W dodatku wszystko idzie pomalutku, bo niespodziewanie w środę dopadła mnie grypa. Powaliła mnie w ciągu dosłownie kilku godzin. Wychodząc z pracy leciutko bolało mnie gardło. Wieczorem już z minuty na minute czułam się coraz gorzej, bolała mnie już głowa i wszystkie mięśnie. Koszmar. Czwartek praktycznie przespałam z maleńką przerwą na wizytę u lekarza i chwilę w pracy by dokończyć co dokończone być musiało. Dowlokłam się na ostatnich nogach do domu. Dobrze, że Pan B. był wolny i uratował mnie przed spacerem. Już nie pamiętam kiedy mnie położyła taka prozaiczna choroba. Bo wiecie ja jak choruję to tak od razy z grubej rury :) Ale nic to, dochodzę już do równowagi, bo druty z rąk nie wypadają i Ogoniastego przybywa.
Na koniec jeszcze tylko mała refleksja przyrodnicza. Przed samym weekendem majowym, za oknem wykluły się maleńkie grzywacze. To odmiana gołębia.
Podpatrywaliśmy jak ptaki opiekowały się swoim potomstwem. To było cudne. Niestety, w środę, po przymrozkach z przykrością zaobserwowaliśmy, że gniazdo jest puste. Chyba nie przetrwały maleństwa śniegu i przymrozków. Szkoda bardzo. Wprawdzie nie bardzo lubimy gołębie, bo strasznie ich dużo na naszym osiedlu i brudzą ogromnie, ale jakoś tak polubiliśmy te Grzywaczową rodzinkę. Choinka stoi bliziutko naszego balkonu i miło było mieć takich ptasich sąsiadów. Ech szkoda. Natura to jednak potężny żywioł.
Życzę Wam miłej soboty i niedzieli.
poniedziałek, 2 maja 2011
ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
Właściwie to powinnam napisać Romantyczna i Rozważna, bo I część posta będzie Romantyczna.
Siedząc w Wielką Sobotę, po dniu pieczeniowo-sprzątającym i ciesząc się wolną wieczorową porą, w blasku słoneczka, przeglądałam swój segregator drutowy ,spragniona drutów i nowych wyzwań. Przydługie to zdanie, ale prawdziwe :) Mój entuzjazm słabł z każda stroną, bo niby koszulek wiele, projektów drutowych też, a w gruncie rzeczy nic do mnie nie przemawiało. Podumałam, pogrzebałam w romantycznej części mej duszy (co przy moim pragmatyzmie, wymagało długiego grzebania) i powstała taka oto bluzeczka - MARY:
przód:
boczek:
i tył:
włóczka:ALIZE Cotton Gold, dwa motki
druty: 3 mm i jakieś szydełko do obrobienia półsłupkami dekoltu, ale nie wiem jakie (jakieś miałam pod ręką).
Włoczka, bardzo miła w robocie. Wzór z głowy. Bardzo lubię "Rozważną i Romantyczną" Jane Austen, a szczególnie wersję filmową z Emma Thompson. Uwielbiam suknie z tego okresu. Te dekolty, podwyższone stany. Może nie wszystko wyszło jak chciałam, ale mam swoją Mary. Szkoda tylko, że pogoda się popsuła i Mary wylądowała w szafie.
Część II -Rozważna
Tę część posta chyba jednak pominę, bo część mojej duszy, ta Rozważna popada w jakąś wiosenna chandrę.
Rozważna więc na wszystko się denerwuje, wszystkim przejmuje, Pana B. doprowadza do szału. A bo dziecię nieustannie chore (ręce nam już opadają), lata lecą i po Pięknej i Młodej pomalutku pozostają już tylko ... i ...., bo jak w ogóle............... jest .....................
Nawet życzeń Świątecznych Wam nie złożyłam, bo nie wiedziałam co napisać. Odkąd nie ma Mamy, to nic już nie jest takie jak było. Strasznie za Nią tęsknię, ona by zaradziła wszystkim smutkom.
Cieszcie się i doceniajcie Swoje Mamy, dopóki są z Wami. Nie analizujcie Jakie Są, po prostu ciszcie się, że Są i tyle. Nikt nigdy nie będzie Was tak kochał. Ech!!!
Siedząc w Wielką Sobotę, po dniu pieczeniowo-sprzątającym i ciesząc się wolną wieczorową porą, w blasku słoneczka, przeglądałam swój segregator drutowy ,spragniona drutów i nowych wyzwań. Przydługie to zdanie, ale prawdziwe :) Mój entuzjazm słabł z każda stroną, bo niby koszulek wiele, projektów drutowych też, a w gruncie rzeczy nic do mnie nie przemawiało. Podumałam, pogrzebałam w romantycznej części mej duszy (co przy moim pragmatyzmie, wymagało długiego grzebania) i powstała taka oto bluzeczka - MARY:
przód:
boczek:
i tył:
włóczka:ALIZE Cotton Gold, dwa motki
druty: 3 mm i jakieś szydełko do obrobienia półsłupkami dekoltu, ale nie wiem jakie (jakieś miałam pod ręką).
Włoczka, bardzo miła w robocie. Wzór z głowy. Bardzo lubię "Rozważną i Romantyczną" Jane Austen, a szczególnie wersję filmową z Emma Thompson. Uwielbiam suknie z tego okresu. Te dekolty, podwyższone stany. Może nie wszystko wyszło jak chciałam, ale mam swoją Mary. Szkoda tylko, że pogoda się popsuła i Mary wylądowała w szafie.
Część II -Rozważna
Tę część posta chyba jednak pominę, bo część mojej duszy, ta Rozważna popada w jakąś wiosenna chandrę.
Rozważna więc na wszystko się denerwuje, wszystkim przejmuje, Pana B. doprowadza do szału. A bo dziecię nieustannie chore (ręce nam już opadają), lata lecą i po Pięknej i Młodej pomalutku pozostają już tylko ... i ...., bo jak w ogóle............... jest .....................
Nawet życzeń Świątecznych Wam nie złożyłam, bo nie wiedziałam co napisać. Odkąd nie ma Mamy, to nic już nie jest takie jak było. Strasznie za Nią tęsknię, ona by zaradziła wszystkim smutkom.
Cieszcie się i doceniajcie Swoje Mamy, dopóki są z Wami. Nie analizujcie Jakie Są, po prostu ciszcie się, że Są i tyle. Nikt nigdy nie będzie Was tak kochał. Ech!!!
sobota, 16 kwietnia 2011
SZARACZEK KUBRACZEK
Dzisiaj, w pięknych okolicznościach przyrody, Pan B. zrobił zdjęcia SZARACZKOWI KUBRACZKOWI. W ramach akcji wyrabiania resztek włóczkowych tydzień temu powstał (muszę powiedzieć, że bardzo szybko się dziergał) taki oto kubraczek:
Okoliczności przyrody dzisiaj bardzo sprzyjające spacerom, więc z Panem B., siostrą i młodzieżą wybraliśmy się poza miasto. Okazją była 180 rocznica Bitwy pod Iganiami, koło Siedlec. Musze przyznać, że byłam pod wrażeniem staranności przygotowania tego przedsięwzięcia. Totalnej niekomercyjności i otwarcia na oglądających. Zazwyczaj żeby zrobić zdjęcie z kimś w stroju z epoki, trzeba choć pięć złotych zapłacić. A tu proszę bardzo. Młodzież chciała broń potrzymać. Nie ma sprawy. Pan sympatyczny, chętny do pozowania, to Młodzież oto takie zdjęcie ma:
Była to rekonstrukcja bitwy z kwietnia 1831, z Powstania Listopadowego. Kilka fotek:
Wracając do kubraczka. Właściwie jest to prototyp przed właściwą robótką. Mam kłębuszek pewnego Kaszmirku. Podchodzę do niego jak pies do jeż, bo włóczka i cieniutka i delikatniutka. Bardzo podobają mi się prostokątne sweterki. Postanowiłam więc zrobić taki prototypowy egzemplarz by nauczyć się jak taki sweterek wykonać i nie polec przy Kaszmirku.Wzorek liści znalazłam, warkoczyk dodałam i tak powstał SZARACZEK.
Zużyłam dwa motki ANGORY RAM. Druty 4 mm. Dzierga się przyjemnie i szybko. Lubię go bardzo, chociaż, jak to angora, nieco kilogramów dodaje (taaaaaaaaa fajnie się tłumaczę, nie? :).
Miło było pozwiedzać przyrodę po dniu szorowania, czyszczenia, układania i szykowania się do Świąt.
Życzę Wam miłego weekendu. Dużo słoneczka.
Okoliczności przyrody dzisiaj bardzo sprzyjające spacerom, więc z Panem B., siostrą i młodzieżą wybraliśmy się poza miasto. Okazją była 180 rocznica Bitwy pod Iganiami, koło Siedlec. Musze przyznać, że byłam pod wrażeniem staranności przygotowania tego przedsięwzięcia. Totalnej niekomercyjności i otwarcia na oglądających. Zazwyczaj żeby zrobić zdjęcie z kimś w stroju z epoki, trzeba choć pięć złotych zapłacić. A tu proszę bardzo. Młodzież chciała broń potrzymać. Nie ma sprawy. Pan sympatyczny, chętny do pozowania, to Młodzież oto takie zdjęcie ma:
Była to rekonstrukcja bitwy z kwietnia 1831, z Powstania Listopadowego. Kilka fotek:
Wracając do kubraczka. Właściwie jest to prototyp przed właściwą robótką. Mam kłębuszek pewnego Kaszmirku. Podchodzę do niego jak pies do jeż, bo włóczka i cieniutka i delikatniutka. Bardzo podobają mi się prostokątne sweterki. Postanowiłam więc zrobić taki prototypowy egzemplarz by nauczyć się jak taki sweterek wykonać i nie polec przy Kaszmirku.Wzorek liści znalazłam, warkoczyk dodałam i tak powstał SZARACZEK.
Zużyłam dwa motki ANGORY RAM. Druty 4 mm. Dzierga się przyjemnie i szybko. Lubię go bardzo, chociaż, jak to angora, nieco kilogramów dodaje (taaaaaaaaa fajnie się tłumaczę, nie? :).
Miło było pozwiedzać przyrodę po dniu szorowania, czyszczenia, układania i szykowania się do Świąt.
Życzę Wam miłego weekendu. Dużo słoneczka.
niedziela, 10 kwietnia 2011
ZALEGŁOŚCI
Pokazuję Wam dzisiaj zaległości zdjęciowe. Pan B. wolny, więc dal się na zdjęcia namówić. Wprawdzie wiatry doprowadzają moją przeszczepioną kostkę do szału i śmieje się, że mi wiatr w śrubkach, w żuchwie hula, ale jakoś dałam radę ze zdjęciami. Twarzy znowu nie ma bo okoliczności przyrody niesprzyjające.
A oto uczłowieczone robótki PUZZLAK i CZERWONY:
Czerwony na dwóch różnych tłach. Na tym drugim lepiej widać kolor włóczki. Co do włóczki to muszę się podzielić spostrzeżeniem i ostrzeżeniem. Włóczka to Medusa. W obu projektach ta sama firma i marka, a nitka jakby z dwóch różnych materiałów. Na zielonym PUZZLAKU jest znacznie twardsza, mniej się rozdzielała. Wyroby nawet w dotyku różnią się jak dzień do nocy. Zielony jest bardziej szorstki a czerwony milusi i znacznie delikatniejszy. Nie wiem na czym to polega. Różnicę w wydajności zrzucam na karb wzoru. Bo na zielony poszło aż trzy motki i zszywałam już z czwartego, a na czerwony dwa.
Tu jeszcze mały szczególik czerwonej bluzeczki. Udało mi się kupić urocze guziczki. Cieszyłam się jak dziecko. Na zdjęciach tego nie widać, ale w rzeczywistości dodają dużo uroku bluzeczce. Bywalcy blogów rozpoznają w niej zresztą wzór High Hopes z bloga effci. Nie ma tam wprawdzie wzoru rozpisanego na blogu Ewy, ale bezczelnie zgapiłam. Ewe proszę kornie o przebaczenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Zakochałam się w tym wzorze. Podumałam, pokombinowałam i wymyśliłam po swojemu. Niestety ma małe mankamenty, jak widoczne oczka w miejscu dodawania dodatkowych oczek, ale nie wiem jak zrobić to inaczej, żeby nie było tego widać. Robiłam je z poprzecznej nitki, odwracając oczko, ale i tak są widoczne. Może to wina włóczki.
Tak na zakończenie, to mam jeszcze jedną refleksję. Im więcej robię, tym bardziej chciałabym spróbować zrobić coś ze szlachetnej włóczki. Ciekawe czy wyroby z nich dziergane są inne, lepsze i czy lepiej się noszą. Ot takie marzenie.
A żeby nie zostawić Was w spokoju, to zapowiem, że na balkonie suszy się kolejny sweterek, ale o nimb w kolejnym poście.
Życzę Wam udanej i mniej wietrznej końcówki niedzieli i miłego tygodnia. PROSZĘĘĘĘĘ niech już przestanie wiać.
A oto uczłowieczone robótki PUZZLAK i CZERWONY:
Czerwony na dwóch różnych tłach. Na tym drugim lepiej widać kolor włóczki. Co do włóczki to muszę się podzielić spostrzeżeniem i ostrzeżeniem. Włóczka to Medusa. W obu projektach ta sama firma i marka, a nitka jakby z dwóch różnych materiałów. Na zielonym PUZZLAKU jest znacznie twardsza, mniej się rozdzielała. Wyroby nawet w dotyku różnią się jak dzień do nocy. Zielony jest bardziej szorstki a czerwony milusi i znacznie delikatniejszy. Nie wiem na czym to polega. Różnicę w wydajności zrzucam na karb wzoru. Bo na zielony poszło aż trzy motki i zszywałam już z czwartego, a na czerwony dwa.
Tu jeszcze mały szczególik czerwonej bluzeczki. Udało mi się kupić urocze guziczki. Cieszyłam się jak dziecko. Na zdjęciach tego nie widać, ale w rzeczywistości dodają dużo uroku bluzeczce. Bywalcy blogów rozpoznają w niej zresztą wzór High Hopes z bloga effci. Nie ma tam wprawdzie wzoru rozpisanego na blogu Ewy, ale bezczelnie zgapiłam. Ewe proszę kornie o przebaczenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Zakochałam się w tym wzorze. Podumałam, pokombinowałam i wymyśliłam po swojemu. Niestety ma małe mankamenty, jak widoczne oczka w miejscu dodawania dodatkowych oczek, ale nie wiem jak zrobić to inaczej, żeby nie było tego widać. Robiłam je z poprzecznej nitki, odwracając oczko, ale i tak są widoczne. Może to wina włóczki.
Tak na zakończenie, to mam jeszcze jedną refleksję. Im więcej robię, tym bardziej chciałabym spróbować zrobić coś ze szlachetnej włóczki. Ciekawe czy wyroby z nich dziergane są inne, lepsze i czy lepiej się noszą. Ot takie marzenie.
A żeby nie zostawić Was w spokoju, to zapowiem, że na balkonie suszy się kolejny sweterek, ale o nimb w kolejnym poście.
Życzę Wam udanej i mniej wietrznej końcówki niedzieli i miłego tygodnia. PROSZĘĘĘĘĘ niech już przestanie wiać.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
PAN ZIELONKA
Jakoś tak nic mi się nie chce (oprócz dziergania, rzecz jasna). Czekałam na wiosnę i się doczekałam, tylko po drodze zmęczyłam się tym czekaniem i jakoś mi tak niekoniecznie wiosennie. Na przekór tym nastrojom wdziałam dzisiaj Pana Zielonkę. Nie pokazywałam go wcześniej bo udziergał się za wielki dekolt i dopiero wczoraj coś z tym zrobiłam. Metodą chałupniczą wyprodukowałam sznurek i dekolt zawiązałam. O tak:
A teraz Pan Zielonka uczłowieczony :
Zdjęcia nie najlepsze, ale weny mi jakoś brak.
Włoczka to Angora NAKO, niecałe dwa motki
druty 3.5 mm.
A ten kwiatek, to najnormalniej się pochwalę, mój pierwszy wyrób filcowy. Pokrzywiony, niedofilcowany, ale mój. Mieszkam w mieście, w którym nie ma bladych szans na jakikolwiek kurs filcowania, a stan finansów i zawiłości życiowe nie pozwalają na jakiekolwiek wyjazdy. W sobotę zaparłam się, że nauczę się filcowania sama. Poszperałam w internecie. Za wiele nie znalazłam, ale zawsze coś tam. I tak powstał KWIATEK:
Proszę, można się śmiać. Wszelka krytykę, ale i dobrą rade przyjmę jak mówią "na klatę". Marzy mi się filcowanie na sucho, ale ostatnia dziura budżetowa wciąga do środka wszystkie moje marzenia, więc i to muszę zawiesić na jakiś czas. Ale kiedyś sobie kupię igły, matę, różne czesanki i takie tam. I będę filcować.
W międzyczasie Puzzlakowi przybyły guziki, ale wymaga jeszcze raz kąpieli wodnej, bo jak zaobserwowałam Medusa, ma nieprzyjemną właściwość wyciągać robótkę wszerz, więc muszę z nią powalczyć o długość bluzeczki. Jak powalczę to pokażę. Powstał jeszcze CZERWONY, też z Medusy ale też wymaga kąpieli. CZERWONY to tęsknota za latem, bo ja jako typowa kobieta ciągle pędzę do przodu (fakt tyłu mi przy tym pędzie nie starcza) i czekam już lata. Jak wykąpię to zaprezentuję.
Pozdrawiam Was wiosennie
A teraz Pan Zielonka uczłowieczony :
Zdjęcia nie najlepsze, ale weny mi jakoś brak.
Włoczka to Angora NAKO, niecałe dwa motki
druty 3.5 mm.
A ten kwiatek, to najnormalniej się pochwalę, mój pierwszy wyrób filcowy. Pokrzywiony, niedofilcowany, ale mój. Mieszkam w mieście, w którym nie ma bladych szans na jakikolwiek kurs filcowania, a stan finansów i zawiłości życiowe nie pozwalają na jakiekolwiek wyjazdy. W sobotę zaparłam się, że nauczę się filcowania sama. Poszperałam w internecie. Za wiele nie znalazłam, ale zawsze coś tam. I tak powstał KWIATEK:
Proszę, można się śmiać. Wszelka krytykę, ale i dobrą rade przyjmę jak mówią "na klatę". Marzy mi się filcowanie na sucho, ale ostatnia dziura budżetowa wciąga do środka wszystkie moje marzenia, więc i to muszę zawiesić na jakiś czas. Ale kiedyś sobie kupię igły, matę, różne czesanki i takie tam. I będę filcować.
W międzyczasie Puzzlakowi przybyły guziki, ale wymaga jeszcze raz kąpieli wodnej, bo jak zaobserwowałam Medusa, ma nieprzyjemną właściwość wyciągać robótkę wszerz, więc muszę z nią powalczyć o długość bluzeczki. Jak powalczę to pokażę. Powstał jeszcze CZERWONY, też z Medusy ale też wymaga kąpieli. CZERWONY to tęsknota za latem, bo ja jako typowa kobieta ciągle pędzę do przodu (fakt tyłu mi przy tym pędzie nie starcza) i czekam już lata. Jak wykąpię to zaprezentuję.
Pozdrawiam Was wiosennie
poniedziałek, 28 marca 2011
UCZŁOWIECZONY ZWYKLAK
Zwolnienie minęło, młody poszedł do przedszkola, a "zwyklak" ze mną do pracy. Uczłowieczyłam go dzisiaj :)
Oto sweterek na co dzień.
włoczka:LORENA, Madam Tricote, 3 motki
druty: 3,5
guziczków: 18
Podobają mi się guziczki. Mój mąż mówi, że dzięki nim taki do końca zwykły to nie jest. Sorry za ten pomarszczony rękaw (a miało być takie piękne zdjęcie), ale mój Pan B. nie wyszedł z roli faceta i takie tam małe zmarszczenie na rękawie nie jest powodem by coś poprawiać. I tak go kocham :) (oczywiście Pana B., nie sweterek)
Miałam dzisiaj sweterek w pracy i jestem miło zaskoczona pomimo, że to akryl spisał się nie najgorzej. Jest dostatecznie cienki by nosić go latem na bluzeczki, a dzisiaj było mi ok na długim rękawie. Zresztą widać, że jest lekko prześwitujący. Po raz pierwszy robiłam też bufkowate rękawy u dołu. Nie mam o tym pojęcia i robiłam tak na czuja, ale chyba wyszły ok. Są troszkę długaśne, ale taki był zamiar. Już go lubię i będę eksploatować. Niech no tylko zawita wreszcie ta wiosna na całego.
Puzzlak też zszyty, tylko te guziki. Jak ja tego nie znoszę robić. Szło by szybciej gdyby ktoś mógł je za mnie przyszywać. Dziergać proszę bardzo, ale te chowanie nitek, wykańczanie, guziki. Brrrrrrrrr nie znoszę - pasjami!!!
Na koniec uśmiecham się do was promiennie i dzieki Panu B. z piękna aureolką na głowie :)
Właśnie skończyliśmy rodzinną grę w MONOPOL. Już zapomniałam jak to cudownie być dzieckiem :)
Oto sweterek na co dzień.
włoczka:LORENA, Madam Tricote, 3 motki
druty: 3,5
guziczków: 18
Podobają mi się guziczki. Mój mąż mówi, że dzięki nim taki do końca zwykły to nie jest. Sorry za ten pomarszczony rękaw (a miało być takie piękne zdjęcie), ale mój Pan B. nie wyszedł z roli faceta i takie tam małe zmarszczenie na rękawie nie jest powodem by coś poprawiać. I tak go kocham :) (oczywiście Pana B., nie sweterek)
Miałam dzisiaj sweterek w pracy i jestem miło zaskoczona pomimo, że to akryl spisał się nie najgorzej. Jest dostatecznie cienki by nosić go latem na bluzeczki, a dzisiaj było mi ok na długim rękawie. Zresztą widać, że jest lekko prześwitujący. Po raz pierwszy robiłam też bufkowate rękawy u dołu. Nie mam o tym pojęcia i robiłam tak na czuja, ale chyba wyszły ok. Są troszkę długaśne, ale taki był zamiar. Już go lubię i będę eksploatować. Niech no tylko zawita wreszcie ta wiosna na całego.
Puzzlak też zszyty, tylko te guziki. Jak ja tego nie znoszę robić. Szło by szybciej gdyby ktoś mógł je za mnie przyszywać. Dziergać proszę bardzo, ale te chowanie nitek, wykańczanie, guziki. Brrrrrrrrr nie znoszę - pasjami!!!
Na koniec uśmiecham się do was promiennie i dzieki Panu B. z piękna aureolką na głowie :)
Właśnie skończyliśmy rodzinną grę w MONOPOL. Już zapomniałam jak to cudownie być dzieckiem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)