Jakoś to moje blogowe życie odjeżdża mi strasznie w siną dal. Trudno się zmobilizować i problemy techniczne zniechęcają. Mój domowy, stacjonarny komputer nadaje się już prawie na złom. Pisać posty na nim to mordęga niesamowita. Dzisiaj Pan B. zostawił mi laptopa i uffffff jaka ulga. Literki niepozjadane, zdjęcia w mig wczytane... sama przyjemność. Poza ty końcówka urlopu, więc obiecałam sobie, że nadrobię blogowe zaległości. Oto one:
Po pierwsze tunika, wydziergana już chyba ze dwa miesiące temu, zwana ŻABKĄ z racji koloru:
Przepraszam, za ten tyłek, ale chciałam pokazać ogony. Lubię ją, noszę (jak zobaczyłam zdjęcia, to od tamtej pory obowiązkowo z koszulką pod spodem), tylko coś pogoda właśnie zmieniła oblicze z letniej na bardziej jesienne.
Robiona z bawełny Virginia, 2,5 motka na drutach 3,5. Wzór własny :)
Po drugie powstały dwa sweterki nazwane RAZ-DWA-TRZY, bo robi się je szybciutko i bezproblemowo.
Pierwszy, zrobiony dla mojej najmłodszej siostry - kochanego dwupaczka:
Zdjęcia na naszym wspólnym urlopie, nad morzem. Te okulary to zmyłka. Młoda chciała pokazać, że lato jest, bo po aurze na plaży w Łebie, jakoś tego nie było widać.
Drugi powstał dla Mikrusi, czyi szwagierki Młodej:
Oba z grubej włoczki. Poszło po dwa motki i druty 5 mm. Chodziło o maksymalną prostotę. Od Mikrusi w zamian za sweterek dostałam przepiękną serwetkę do koszyka na chleb i książkę. Zajrzyjcie do niej na bloga, a zobaczycie co ona wyczynia igłą :)
Ostatnimi czasy powstała również DAHLIA, na fali popularności. Zapragnęłam jej i ja. Żałuję tylko, że zrobiłam ją z akrylu, bo nijak nie da się zablokować. Niestety tradycyjnie zdjęcia w innym terminie. Potrzebuję fotografa i natchnienia do pozowania. Chwilowo obu czynników brak.
Pozdrawiam Was cieplutko w ten piękny, choć chłodny dzień.
P.S. Mam małą prośbę. Poszukuję pilnie wzoru na prostokątny lub owalny obrus o wymiarach 140x220 cm. Przekopuję internet, coś tam znalazłam, ale potrzebuję rad doświadczonych dziewiarek. Gdybyście mogły podzielić się wzorem i podpowiedzią co do ilości nici i z czego to dziergać, byłabym wdzięczna. Może być wzór na szydełko a może być na druty.
piątek, 13 lipca 2012
sobota, 5 maja 2012
MY TREASURE and MGIEŁKA
Dobrze, że w moim chwilami "popapranym" życiu, spotykam na swojej drodze dobrych ludzi. Ostatnie lata i dni nie są do końca dobre. Końca kłopotów nie widać. Dziękuję każdego dnia Bogu za męża zwanego Miśkiem (gdyby nie on nic nie miałoby sensu), za synka, który jest dobry, tak po dziecięcemu, za tatę bo po prostu jest, za siostry, które zawsze są obok i trzymają mnie w pionie.... i za ludzi takich jak Dorota. Obiecałam, że nie powiem kto to, więc dotrzymuję słowa jednak w tym miejscu DZIĘKUJĘ CI DOROTKO OGROMNIE!!!
Gdyby nie Ona, nie powstałyby te sweterki, które dzisiaj chcę wam pokazać. To od niej, tak bezinteresownie, dostałam na nie włóczki. Nigdy nie miałam w ręku czegoś tak pięknego i delikatnego (ani tak drogiego). Kid Moher i włóczka z jedwabiem. Ręce same rwały się do pracy. Najpierw powstał mój TRESURE - jak powiedziałby Golum z Władcy Pierścieni. Zrobiłam go na święta Wielkanocne i nie mogłam się doczekać założenia.
Krój to zwykły Ogoniasty, ale przy tak pięknej włóczce nie chciałam psuć piękna włóczki niczym dodatkowym. Połączyłam Kid Moher z jedwabiem. Sweterek jest tak delikatny, że trzymam go złożonego na półce jak prawdziwy skarb. Leży na wierzchu wszystkich ciuchów jak król. Jedyną jego ozdobą są makaroniki, jak nazwała je Intensywnie Kreatywna, której blog podczytuję. Zajrzyjcie, mam dziewczyna talent i wyobraźnię. Polecam.
Siostra podpowiedziała mi by zapinać sweterek tylko na jedno ramię i to było to. Zastawiałam się jak go nosić zapiętego i już miałam wszywać guziczki po obu stronach, ale nie trzeba. Ten sposób jest super.
Kłębuszków Kid Moheru było sporo, więc z reszty zrobiłam jeszcze Mgiełkę. Szybki i łatwy sweterek, taki do złapania w letni wieczór.
Nic niezwykłego a cieszy :)
Jak widzicie na głowie wieje nudą, koczka nie ma. Z niewyjaśnionych przyczyn, tej wiosny straciłam połowę włosów i nie ma z czego go robić. Włosy musiałam ściąć by dać im trochę odpoczynku. A tak ostatnio chciałam by były długie i ładne ..... buuuuuuuuuuuuuu
Na koniec dziękuję Wam Drogie Współdziergaczki, za to że jesteście. Ten świat robótek wciągnął mnie i dał dużo dobrej energii. Znalazłam w nim to czego brakuje mi po przekroczeniu progu domu, gdy wychodzę w realny świat - dobro, sympatię, akceptację i pasję.
DZIĘKI :)
P.S. Z sesji balkonowej pozostała jeszcze do pokazania tunika, ale to kiedyś, później....
Gdyby nie Ona, nie powstałyby te sweterki, które dzisiaj chcę wam pokazać. To od niej, tak bezinteresownie, dostałam na nie włóczki. Nigdy nie miałam w ręku czegoś tak pięknego i delikatnego (ani tak drogiego). Kid Moher i włóczka z jedwabiem. Ręce same rwały się do pracy. Najpierw powstał mój TRESURE - jak powiedziałby Golum z Władcy Pierścieni. Zrobiłam go na święta Wielkanocne i nie mogłam się doczekać założenia.
Krój to zwykły Ogoniasty, ale przy tak pięknej włóczce nie chciałam psuć piękna włóczki niczym dodatkowym. Połączyłam Kid Moher z jedwabiem. Sweterek jest tak delikatny, że trzymam go złożonego na półce jak prawdziwy skarb. Leży na wierzchu wszystkich ciuchów jak król. Jedyną jego ozdobą są makaroniki, jak nazwała je Intensywnie Kreatywna, której blog podczytuję. Zajrzyjcie, mam dziewczyna talent i wyobraźnię. Polecam.
Siostra podpowiedziała mi by zapinać sweterek tylko na jedno ramię i to było to. Zastawiałam się jak go nosić zapiętego i już miałam wszywać guziczki po obu stronach, ale nie trzeba. Ten sposób jest super.
Kłębuszków Kid Moheru było sporo, więc z reszty zrobiłam jeszcze Mgiełkę. Szybki i łatwy sweterek, taki do złapania w letni wieczór.
Nic niezwykłego a cieszy :)
Jak widzicie na głowie wieje nudą, koczka nie ma. Z niewyjaśnionych przyczyn, tej wiosny straciłam połowę włosów i nie ma z czego go robić. Włosy musiałam ściąć by dać im trochę odpoczynku. A tak ostatnio chciałam by były długie i ładne ..... buuuuuuuuuuuuuu
Na koniec dziękuję Wam Drogie Współdziergaczki, za to że jesteście. Ten świat robótek wciągnął mnie i dał dużo dobrej energii. Znalazłam w nim to czego brakuje mi po przekroczeniu progu domu, gdy wychodzę w realny świat - dobro, sympatię, akceptację i pasję.
DZIĘKI :)
P.S. Z sesji balkonowej pozostała jeszcze do pokazania tunika, ale to kiedyś, później....
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
GRANACIK
Znowu długa przerwa w blogowaniu. Jakoś rzeczywistość wciąga i trudno się z niej wydostać. Może jeśli słonko będzie już dłużej zaglądać w okna wykrzeszę z siebie troszkę więcej energii.
Sweterek, który dzisiaj chciałam Wam pokazać zrobiłam już z miesiąc temu. Najpierw nie mogłam tradycyjnie zrobić zdjęć, a potem leżały w aparacie nieprzyzwoicie długo. Na szczęście nastąpiła mobilizacja i dzisiaj mogę pokazać wynik zmaga z oporną materią. Poddałam się robiąc NESPELEMA i po raz pierwszy odzyskiwałam włóczkę. Moje wysiłki powiodły się i włóczka wygląda całkiem dobrze a robiona z niej dzianina nie nosi śladów prucia. Bardzo się ucieszyłam, bo miałam ogromną ochotę na granatowy kolor dzianiny, a obecnie nie mam kasy by ponownie kupić włóczkę. Przedstawiam Wam GRANACIK:
Wzór pochodzi ze strony AUSTERMANN model 27 i jak zwykle nic nie pasowało, wszystko wychodziło dużo za duże. W ostateczności zainspirowałam się tylko kształtem i dodałam własne rozwiązania. W oryginale sweterek nie miał pęknięcia na boku przez które przekłada się jeden ze sznurków. Nie dało się więc jakoś logicznie go zamotać. Już myślałam, że znowu sweter do szafy, ale postanowiłam zadziałać i zrobiłam dziurę w już zrobionej dzianinie. Udało się i teraz spokojnie można go zaplątywać w pasie. Cieszę się też nieustannie umiejętnością dziergania rękawów od góry, bez zszywania. Jeszcze niedawno unikałam jak ognia takich modeli, bo koszmarem było dla mnie robienie podkroi pach. Do dzisiaj tego nie umiem i denerwuję się tym bardzo. Ogromnie bym chciała kiedyś być na jakichś warsztatach by się tego w końcu nauczyć. Jednak ani nie mam gdzie, ani nie mam za co. Ale to nic. I tak jak sobie pomyślę ile nauczyłam się przez ostatnie dwa lata korzystając tylko z internetu to i tak jestem z siebie (nieskromni mówiąc, ale co mi tam) DUMNA.
Przepraszam Was za minę na zdjęciu, ale jakoś słonko raziło a mnie brała jakaś chorość.
Dane techniczne:
włoczka ALIZE Lanagold fine, 3 motki
druty 3,5 mm.
Lubię, noszę i polecam do dziergania.
Przez ten miesiąc zrobiłam jeszcze dwa sweterki, ale jak zwykle zdjęć brak. Postaram się, postaram ... obiecuję. Głupio mi, że blog mam, a jakby go nie było. Pamiętam sama z początków dziergania, a i teraz jest podobnie, że bardzo czekałam na wpisy w ulubionych blogach. Przepraszam wszystkich, którzy lubią tu jeszcze zaglądać, że tak bardzo się zaniedbałam w blogowaniu. W dodatku nie mogę powiedzieć, że nie mam co pokazywać. Bo mam, a to nowe sweterki, a to nowe bransoletki...
Muszę, muszę, muszę bardziej się zmobilizować.
Na dzisiaj to tyle, pozdrawiam Was i życzę miłego tygodnia :)
Sweterek, który dzisiaj chciałam Wam pokazać zrobiłam już z miesiąc temu. Najpierw nie mogłam tradycyjnie zrobić zdjęć, a potem leżały w aparacie nieprzyzwoicie długo. Na szczęście nastąpiła mobilizacja i dzisiaj mogę pokazać wynik zmaga z oporną materią. Poddałam się robiąc NESPELEMA i po raz pierwszy odzyskiwałam włóczkę. Moje wysiłki powiodły się i włóczka wygląda całkiem dobrze a robiona z niej dzianina nie nosi śladów prucia. Bardzo się ucieszyłam, bo miałam ogromną ochotę na granatowy kolor dzianiny, a obecnie nie mam kasy by ponownie kupić włóczkę. Przedstawiam Wam GRANACIK:
Wzór pochodzi ze strony AUSTERMANN model 27 i jak zwykle nic nie pasowało, wszystko wychodziło dużo za duże. W ostateczności zainspirowałam się tylko kształtem i dodałam własne rozwiązania. W oryginale sweterek nie miał pęknięcia na boku przez które przekłada się jeden ze sznurków. Nie dało się więc jakoś logicznie go zamotać. Już myślałam, że znowu sweter do szafy, ale postanowiłam zadziałać i zrobiłam dziurę w już zrobionej dzianinie. Udało się i teraz spokojnie można go zaplątywać w pasie. Cieszę się też nieustannie umiejętnością dziergania rękawów od góry, bez zszywania. Jeszcze niedawno unikałam jak ognia takich modeli, bo koszmarem było dla mnie robienie podkroi pach. Do dzisiaj tego nie umiem i denerwuję się tym bardzo. Ogromnie bym chciała kiedyś być na jakichś warsztatach by się tego w końcu nauczyć. Jednak ani nie mam gdzie, ani nie mam za co. Ale to nic. I tak jak sobie pomyślę ile nauczyłam się przez ostatnie dwa lata korzystając tylko z internetu to i tak jestem z siebie (nieskromni mówiąc, ale co mi tam) DUMNA.
Przepraszam Was za minę na zdjęciu, ale jakoś słonko raziło a mnie brała jakaś chorość.
Dane techniczne:
włoczka ALIZE Lanagold fine, 3 motki
druty 3,5 mm.
Lubię, noszę i polecam do dziergania.
Przez ten miesiąc zrobiłam jeszcze dwa sweterki, ale jak zwykle zdjęć brak. Postaram się, postaram ... obiecuję. Głupio mi, że blog mam, a jakby go nie było. Pamiętam sama z początków dziergania, a i teraz jest podobnie, że bardzo czekałam na wpisy w ulubionych blogach. Przepraszam wszystkich, którzy lubią tu jeszcze zaglądać, że tak bardzo się zaniedbałam w blogowaniu. W dodatku nie mogę powiedzieć, że nie mam co pokazywać. Bo mam, a to nowe sweterki, a to nowe bransoletki...
Muszę, muszę, muszę bardziej się zmobilizować.
Na dzisiaj to tyle, pozdrawiam Was i życzę miłego tygodnia :)
niedziela, 18 marca 2012
RUBY dla Amelki
Jak wiecie czas szybko jakoś leci. Jak pamiętacie, w lato zostaliśmy podwójnie rodzicami chrzestnymi i właśnie w tym tygodniu minął pierwszy roczek życia chrześnicy mojego męża-Amelki. Wydaje mi się, że tak niedawno się urodziła a tu proszę, już taka duża panna:)
W ramach urodzinowego prezentu powstał komplecik. Mała wersja RUBY by effcia. Znanego dziergadełka. Pierwszy raz przeliczałam wzór. Myślę, że wyszło całkiem, całkiem:
Do tego zrobiłam spódniczkę. Totalną improwizację. Wszystko co znalazłam w necie zaczynało się od dołu, a przecież to samo i moim zdaniem znacznie prościej można zacząć od góry.
A całość wygląda tak:
Niestety nie mam jeszcze sygnału czy jest dobry. Strasznie trudno robi się tylko na wymiar, bez modelki.
Dzisiaj króciutko, bo zupełnie nie mam weny do pisania. Młody znowu choruje. Już tydzień siedzimy w domu a dzisiaj w nocy płacz, bo ucho boli. I znowu kombinacje z kim go zostawić w domu, bo ja już dłużej nie mogę być na zwolnieniu. Pan B. też nie ma szans na wolne. Ech..... Dziergam więc zawzięcie, bo tylko to jakoś ratuje mój stan ducha. Wydziergałam jeszcze wdzianko dla siebie, ale jak zwykle zdjęcia nie porobione, bo uziemienie w domu. A pogoda taka piękna... aż żal.
Zmykam i już nie marudzę.
Dobrego tygodnia Wam życzę :)
W ramach urodzinowego prezentu powstał komplecik. Mała wersja RUBY by effcia. Znanego dziergadełka. Pierwszy raz przeliczałam wzór. Myślę, że wyszło całkiem, całkiem:
Do tego zrobiłam spódniczkę. Totalną improwizację. Wszystko co znalazłam w necie zaczynało się od dołu, a przecież to samo i moim zdaniem znacznie prościej można zacząć od góry.
A całość wygląda tak:
Niestety nie mam jeszcze sygnału czy jest dobry. Strasznie trudno robi się tylko na wymiar, bez modelki.
Dzisiaj króciutko, bo zupełnie nie mam weny do pisania. Młody znowu choruje. Już tydzień siedzimy w domu a dzisiaj w nocy płacz, bo ucho boli. I znowu kombinacje z kim go zostawić w domu, bo ja już dłużej nie mogę być na zwolnieniu. Pan B. też nie ma szans na wolne. Ech..... Dziergam więc zawzięcie, bo tylko to jakoś ratuje mój stan ducha. Wydziergałam jeszcze wdzianko dla siebie, ale jak zwykle zdjęcia nie porobione, bo uziemienie w domu. A pogoda taka piękna... aż żal.
Zmykam i już nie marudzę.
Dobrego tygodnia Wam życzę :)
wtorek, 14 lutego 2012
SIMPLEREK
O raanny! Dwa wpisy w ciągu jednego miesiąca. Jak się cieszę!
Stwierdziłam, że dziergam dużo, ale takiego prostego sweterka, na co dzień, otulającego zziębnięte ciało w te nasze mrozy to nie posiadam. Chciałam by był totalnie prosty i tak powstał tytułowy SIMPLEREK. Robiony oczywiście od góry, reglan, pasek do wiązania i żadnego guzika. Jedyną jego ozdobą jest pas ściągacza idący przez cale plecy. Z nieudanej próby wydziergania NESPELEMA pozostała mi chętka na właśnie ten motyw, taki prosty, ale sympatyczny.
Robiło się go szybko, chociaż nie obyło się bez prucia. Postanowiłam, że nie będę się w moich robótkach godziła na bylejakość i jeśli trzeba coś pruć, to trzeba i nie ma dyskusji. Przerobić musiałam oba rękawy. Były za szerokie i wyglądałam jak w szlafroku. W planach był znacznie szerszy kołnierz, ale materiału nie starczyło. Miałam tylko 3 motki Lanagold Fine ALIZE i ani grosza na dokupienie kolejnego. W gruncie rzeczy nie żałuje. Wyszło całkiem, całkiem. Zresztą zobaczcie same:
Spokojnie można go nosić rozpiętego.
Zdjęcia kuchenne, ale po pracy trudno złapać choć troszkę światła, a kuchnia była chyba najlepszym miejscem do zdjęć. Nie miałam już siły na zdjęcia plenerowe.
Sweterek robiłam na drutach 3,5 mm. Mankiety też mają dłuższy ściągacz.
By nie był taki totalnie SIMPLEROWATY dorobiłam mu do kompletu filcowanego kwiatka:
Włóczka jest chyba moją ulubioną, na tę chwilę. Cena jest przystępna, a motki wydajne.
Chciałam się też podzielić moją maleńką radością, z nowego sposobu czesania włosów. Podobno ostatnio panuje moda na koczki. Będąc na feriach,w jednej z sieciówek kupiłam gumkę do robienia koczków i teraz swobodnie sama robię na głowie śmieszną "oponkę". Wygląda jakbym miała niesamowicie długie włosy. Wcześniej za żadne skarby nie mogłam tak się uczesać.
A z okazji "Dnia Zakochanych" życzę Wam byście w tym dniu pamiętały nie tylko o tych, których kochacie, ale też o Sobie. Dzisiaj przeczytałam w artykule o Joasi na gazecie.pl takie słowa:
(...) gdy ktoś naprawdę dba o siebie, dba o wszystkich. Przestaje przysparzać cierpień światu, sam stając się źródłem radości i świeżości.
Tu i ówdzie spotyka się ludzi, którzy potrafią naprawdę o siebie dbać, żyjąc szczęśliwie i radośnie.
Ci ludzie to nasza najmocniejsza podpora. Wszystko, co robią, robią dla wszystkich. (...). To jest medytacja miłości. (Nauki miłości, str. 22)Thich Nhat Hanh
Życzę WAM dużo MIŁOŚCI a MOJEJ dziękuję, że jest ze mną na dobre i złe.
Stwierdziłam, że dziergam dużo, ale takiego prostego sweterka, na co dzień, otulającego zziębnięte ciało w te nasze mrozy to nie posiadam. Chciałam by był totalnie prosty i tak powstał tytułowy SIMPLEREK. Robiony oczywiście od góry, reglan, pasek do wiązania i żadnego guzika. Jedyną jego ozdobą jest pas ściągacza idący przez cale plecy. Z nieudanej próby wydziergania NESPELEMA pozostała mi chętka na właśnie ten motyw, taki prosty, ale sympatyczny.
Robiło się go szybko, chociaż nie obyło się bez prucia. Postanowiłam, że nie będę się w moich robótkach godziła na bylejakość i jeśli trzeba coś pruć, to trzeba i nie ma dyskusji. Przerobić musiałam oba rękawy. Były za szerokie i wyglądałam jak w szlafroku. W planach był znacznie szerszy kołnierz, ale materiału nie starczyło. Miałam tylko 3 motki Lanagold Fine ALIZE i ani grosza na dokupienie kolejnego. W gruncie rzeczy nie żałuje. Wyszło całkiem, całkiem. Zresztą zobaczcie same:
Spokojnie można go nosić rozpiętego.
Zdjęcia kuchenne, ale po pracy trudno złapać choć troszkę światła, a kuchnia była chyba najlepszym miejscem do zdjęć. Nie miałam już siły na zdjęcia plenerowe.
Sweterek robiłam na drutach 3,5 mm. Mankiety też mają dłuższy ściągacz.
By nie był taki totalnie SIMPLEROWATY dorobiłam mu do kompletu filcowanego kwiatka:
Włóczka jest chyba moją ulubioną, na tę chwilę. Cena jest przystępna, a motki wydajne.
Chciałam się też podzielić moją maleńką radością, z nowego sposobu czesania włosów. Podobno ostatnio panuje moda na koczki. Będąc na feriach,w jednej z sieciówek kupiłam gumkę do robienia koczków i teraz swobodnie sama robię na głowie śmieszną "oponkę". Wygląda jakbym miała niesamowicie długie włosy. Wcześniej za żadne skarby nie mogłam tak się uczesać.
A z okazji "Dnia Zakochanych" życzę Wam byście w tym dniu pamiętały nie tylko o tych, których kochacie, ale też o Sobie. Dzisiaj przeczytałam w artykule o Joasi na gazecie.pl takie słowa:
(...) gdy ktoś naprawdę dba o siebie, dba o wszystkich. Przestaje przysparzać cierpień światu, sam stając się źródłem radości i świeżości.
Tu i ówdzie spotyka się ludzi, którzy potrafią naprawdę o siebie dbać, żyjąc szczęśliwie i radośnie.
Ci ludzie to nasza najmocniejsza podpora. Wszystko, co robią, robią dla wszystkich. (...). To jest medytacja miłości. (Nauki miłości, str. 22)Thich Nhat Hanh
Życzę WAM dużo MIŁOŚCI a MOJEJ dziękuję, że jest ze mną na dobre i złe.
piątek, 3 lutego 2012
top model presenting hand made
Taki tytuł nadała moja siostra Ania, dla której owo dzieło "hand made" było robione.
Oto obiecane dwa otulacze i Poppy na zdjęciach.
Jak widzicie, po licznych naradach, moje siostry stwierdziły, że Poppy można nosić "nieortodoksyjnie", czyli boczkiem :) Mi się podoba ten pomysł. Z tego powodu kwiatek wylądował w szufladzie.
Włóczka ciągle ta sama, kominowa czyli ALIZE Lanagold BD. Dwa motki. Druty 4,5 mm.
I drugi otulacz, taki bardziej wiosenny.
Na zdjęciach TOP MODEL czyli Andzia, której oficjalnie i publicznie dziękuję za niespodziewane ferie. A oto jak i gdzie je spędziłam:
Jak widzicie kominy się przydały, chociaż temperatura była o wiele wyższa niż obecnie, bo ok 0 stopni. Przy dzisiejszych -22, to powiedziałabym, że miałam wyjazd wakacyjny a nie feryjny.
Jeszcze raz Ci dziękuję Mój ty sponsorze :)
Oto obiecane dwa otulacze i Poppy na zdjęciach.
Jak widzicie, po licznych naradach, moje siostry stwierdziły, że Poppy można nosić "nieortodoksyjnie", czyli boczkiem :) Mi się podoba ten pomysł. Z tego powodu kwiatek wylądował w szufladzie.
Włóczka ciągle ta sama, kominowa czyli ALIZE Lanagold BD. Dwa motki. Druty 4,5 mm.
I drugi otulacz, taki bardziej wiosenny.
Na zdjęciach TOP MODEL czyli Andzia, której oficjalnie i publicznie dziękuję za niespodziewane ferie. A oto jak i gdzie je spędziłam:
Jak widzicie kominy się przydały, chociaż temperatura była o wiele wyższa niż obecnie, bo ok 0 stopni. Przy dzisiejszych -22, to powiedziałabym, że miałam wyjazd wakacyjny a nie feryjny.
Jeszcze raz Ci dziękuję Mój ty sponsorze :)
sobota, 28 stycznia 2012
CZARY-MARY
Znowu miesięczna przerwa w blogowaniu:( Aż wstyd :( Na moją częstotliwość pisania składa się niestety sporo spraw. Rozważałam nawet zamknięcie blog, ale pewna osoba przekonała mnie by tego nie robić. Przede wszystkim ciągle mam problemy ze zdjęciami. Chciałabym by były ładne, a te robione w domu niestety takie nie są. Brak metrów kwadratowych i wolnego kąta do ich robienia zmusza do szukania pejzażu poza domem. Trzeba na to niestety trochę wolnego czasu, którego notorycznie mi brakuje. Są też inne powody, ale o nich zmilczę. Na dzierganie też wykrawam chwilki.
W międzyczasie mojego milczenia blogowego zrobiłam trzy kominy dla moich sióstr. Jak je namówię, to zdjęcia będą. Z Poppy jakoś sobie poradziłam, chociaż prułam ze trzy razy. Koniec końców stanęło na nabraniu zaledwie 38 oczek i jakoś poszło.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać komplecik, wydziergany zaledwie w cztery wieczory. Skorzystałam z ferii i w czasie odwiedzin u rodziny machnęłam chustę MARA, a do kompletu czapkę na którą chorowałam już dawno - EQUISETUM. Marą zaraziłam się widząc wykonanie jej u Dorothei, której jeszcze raz dziękuję (już Ona wie za co). A oto komplecik:
Z chustą to mam niesamowite problemy. Ciągle wychodzi mi taki dziób, w miejscu gdzie powinna być prosta linia przy szyi. Nic nie daje blokowanie. Wydaje mi się, że jak dziergam to nie ściągam nitki przy narzutach, robię bardzo równo, a już w drugiej wychodzi mi taki myk. Nie wiem co robię nie tak. Pomocy. Zdradźcie mi tę tajemnicę trójkątnej chusty.
Jak się przyjrzycie to dziób zobaczycie prześwitujący z tyłu. Nie przeszkadza mi to wprawdzie przy tej chuście, bo by chronić swoje śrubki w szczęce i tak muszę zwijać ją grubiej przy szyi. Jednak chciałabym wiedzieć co robię nie tak.
Dane techniczne to:
włóczka: Lanagold Fine Classic ALIZE, dwa motki
druty: czapka 3 mm-ściągacz, 3,5 sama czapka
chusta 5 mm
Wzór czapki rozpisany jest tak by czapkę zszyć. Ja bardzo tego nie lubię więc zmieniłam rzędy parzyste, by robić magic loopem. Zamieniłam prawe z lewymi oczkami.
Komplecik jest bardzo ciepły i milusi. Nosi się bardzo dobrze i na razie nie wykazuje oznak filcowania i mechacenia się.
To wyszło fanie, ale przyznam się do porażki. Od dawna chorowałam na NESPELEMA. Niestety pokonał mnie totalnie. Robiłam przody i plecy razem. Wzór przetłumaczyłam, przeliczyłam i... jak zwykle wyszło za duże pod pachami, kołnierz źle się układa i ogólnie jest źle. Rzuciłam w kąt i dumam co z tym fantem zrobić. Spruję to raczej na pewno. Tylko jak odzyskać włóczkę, by nie była taka pognieciona po pruciu??? Szkoda mi jej bardzo, bo kasy na nową nie mam, a chciałam ogromnie granatowy sweterek. Może macie jakiś pomysły???
I jeszcze jedno zdjęcie z synkiem, który mrozu -9st C się nie bał i do zdjęcia koniecznie chciał pozować. Okulary na moim nosie to konieczność, bo ostatnio przy tych naszych wschodnich mrozach płaczę niemiłosiernie i zamarza mi twarz. Przetestowałam ten sposób i okulary znacząco pomagają.
Pozdrawiam i obiecuję poprawę w blogowaniu. Mam przynajmniej taki zamiar.
Słoneczka Wam życzę.
W międzyczasie mojego milczenia blogowego zrobiłam trzy kominy dla moich sióstr. Jak je namówię, to zdjęcia będą. Z Poppy jakoś sobie poradziłam, chociaż prułam ze trzy razy. Koniec końców stanęło na nabraniu zaledwie 38 oczek i jakoś poszło.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać komplecik, wydziergany zaledwie w cztery wieczory. Skorzystałam z ferii i w czasie odwiedzin u rodziny machnęłam chustę MARA, a do kompletu czapkę na którą chorowałam już dawno - EQUISETUM. Marą zaraziłam się widząc wykonanie jej u Dorothei, której jeszcze raz dziękuję (już Ona wie za co). A oto komplecik:
Z chustą to mam niesamowite problemy. Ciągle wychodzi mi taki dziób, w miejscu gdzie powinna być prosta linia przy szyi. Nic nie daje blokowanie. Wydaje mi się, że jak dziergam to nie ściągam nitki przy narzutach, robię bardzo równo, a już w drugiej wychodzi mi taki myk. Nie wiem co robię nie tak. Pomocy. Zdradźcie mi tę tajemnicę trójkątnej chusty.
Jak się przyjrzycie to dziób zobaczycie prześwitujący z tyłu. Nie przeszkadza mi to wprawdzie przy tej chuście, bo by chronić swoje śrubki w szczęce i tak muszę zwijać ją grubiej przy szyi. Jednak chciałabym wiedzieć co robię nie tak.
Dane techniczne to:
włóczka: Lanagold Fine Classic ALIZE, dwa motki
druty: czapka 3 mm-ściągacz, 3,5 sama czapka
chusta 5 mm
Wzór czapki rozpisany jest tak by czapkę zszyć. Ja bardzo tego nie lubię więc zmieniłam rzędy parzyste, by robić magic loopem. Zamieniłam prawe z lewymi oczkami.
Komplecik jest bardzo ciepły i milusi. Nosi się bardzo dobrze i na razie nie wykazuje oznak filcowania i mechacenia się.
To wyszło fanie, ale przyznam się do porażki. Od dawna chorowałam na NESPELEMA. Niestety pokonał mnie totalnie. Robiłam przody i plecy razem. Wzór przetłumaczyłam, przeliczyłam i... jak zwykle wyszło za duże pod pachami, kołnierz źle się układa i ogólnie jest źle. Rzuciłam w kąt i dumam co z tym fantem zrobić. Spruję to raczej na pewno. Tylko jak odzyskać włóczkę, by nie była taka pognieciona po pruciu??? Szkoda mi jej bardzo, bo kasy na nową nie mam, a chciałam ogromnie granatowy sweterek. Może macie jakiś pomysły???
I jeszcze jedno zdjęcie z synkiem, który mrozu -9st C się nie bał i do zdjęcia koniecznie chciał pozować. Okulary na moim nosie to konieczność, bo ostatnio przy tych naszych wschodnich mrozach płaczę niemiłosiernie i zamarza mi twarz. Przetestowałam ten sposób i okulary znacząco pomagają.
Pozdrawiam i obiecuję poprawę w blogowaniu. Mam przynajmniej taki zamiar.
Słoneczka Wam życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

