Dzisiaj mało pisania, więcej pokazywania.
W czasie sierpniowym powstała tunika wg wzoru ulubionej Kuduii NURGAKE. Robiłam dwa razy. Nie żebym miała cierpliwość pruć. Pierwsza wersja powędrowała do siostry. Druga, poprawiona na moja figurę prezentuje się tak:
W ramach nauki nowego, nabyłam jakiś czas temu laleczkę dziewiarską w Lidlu. Podumałam, podumałam i uwiązałam paseczek do tuniki, bo chciałam odwrócić uwagę od fałdek brzusznych. Na paseczek ponawlekałam koraliki, z których niestety na zdjęciu mój Pan B. uwiecznił tylko jeden. Nieźle się trzeba namęczyć by go odnaleźć. Pasek ma też koraliki na końcach, dzięki czemu opada gładziutko w dół.
Włóczka, to Bamboo AIIZE, jeden motek
druty: 3,5 mm
Wzór mi się bardzo podoba, tylko muszę jeszcze troszkę popracować nad dekoltem u góry. Następna będzie lepsza.
Wiem, że w poprzednim poście miałam pokazać czesanki, na które tak niecierpliwie czekałam. Są, mam, broszki się robią. Niestety są jeszcze nieskończone, niekompletne i takie tam... więc chwilowo zdjęć brak.
Za to pokażę Wam co ostatnio zaprząta moje ręce i umysł. Zakochałam się w:
Tak, tak to bransoletki. Powstały na razie w czterech kolorach:
Na ręce prezentują się tak:
A na gryzoniowej tak:
Jeśli ktoś chętny do przygarnięcia drogą kupna to zapraszam.
Sobie zrobiłam taką:
Sam pomysł połączenia kamieni i rzemyka wydaję się wielce interesujący.
Tyle pokazywania. Zmykam łapać resztki niedzieli.
Słońca Wam życzę :) Pa
niedziela, 21 sierpnia 2011
sobota, 6 sierpnia 2011
OpART i dziennik mej podróży
Dzisiaj chciałam Wam pokazać prezent, o którym już kilka razy pisała o niezliczonej liczbie oczek i rzędów.
Kosztował mnie wiele pracy, ale się opłaciło. Kocyk, bo o nim mowa wyszedł czaderski (ale jestem skromna, niech to :) oto on - ta dam.....
Wzór to OpART, w którym zakochałam się, choć wymaga mnóstwa cierpliwości. Kolejny będzie dopiero dla mojego dziecka, jeśli Bóg pozwoli.
Miałam wiele wątpliwości, jak zrobić, by na lewej stronie ciągle nie wyłaziły nitki od zmiany kolorów. Dumałam, dumałam, radziłam się Pimposzki i w końcu wydumałam.Prowadziłam nitki od koloru do koloru bez ucinania i potem zrobiłam na szydełku półsłupkami tunel, w którym ukryłam nitki. Po lewej stronie wygląda to tak:
A teraz główny bohater zamieszania i mam nadzieję, zadowolony właściciel owego kocyka:
Mój ukochany chrześniaczek-Marcinek. Dziecko cudowne i bezstresowe.
Przyznam się bez bicia, że jechać na chrzciny do Rudy Śląskiej nie chciało mi się bardzo. Prześladowała mnie myśl, że moje dziecko, gdyby nie wydarzenia styczniowe, właśnie wybierałoby się na świat. A tak go nie ma. Jednak pobyt u cudownych ludzi naładował nas z Panem B. niesamowicie. To był cudny czas, a raptem trzy dni, które wydawały się tygodniem odpoczynku. Dziękuję Anetko i Krzysiu. Poznaliśmy cudownych, nowych ludzi: rodzinę chrzestnego Agnieszkę i Marcina, a także Natalie i Marcina, którzy użyczyli nam miejsca do spania, obdarowali miłym czasem i zarazili grą i świetnym przepisem na pastę serowo-czosnkową:
Tak, tak. Nabyliśmy drogą kupna, zaraz po przyjeździe, bo zarażenie było poważne. Te wieże zbudowały wczoraj gryzonie z Panem B. Gra to Yenga. Bawimy się przy niej wszyscy i dorośli i dzieci. Od trzech dni gramy i gramy...Polecam i to bardzo.
Wakacje w tym roku mamy pod znakiem drogi i linię północ-południe zaliczamy, więc wracając do domu ze Śląska odwiedziliśmy Jasnogórską Panią;
Kolejnym etapem naszej podróżny była Garbatka i szkoła, którą dziewiętnaście lat temu kończył Pan B. Sentyment go tam gnał. Zdjęcia ocenzurował, jakość częstochowskiego bruku testował na naszym aparacie, klapkę od baterii ułamał i teraz niezadowolony, że dalej nie ma pretekstu do zakupu cyfrowej lustrzanki, bo nasz cyfrowiaczek uderzenie z wysokości w rzeczony bruk wytrzymał. Więc zdjęć brak. Ale podróż była udana. Impreza też. Akumulatory naładowane. Z zaległości pokażę Wam jeszcze chrześniaczkę Pana B. tę z początku lipca, Pannę z Pomorza:
Amelia jej na imię, dzieciątko, jak to z rocznika 2011 słodkie, spokojne i wyluzowane. Tylko takie chować.
Co do robótek, to na drutach mam bambus i dziergam tunikę. dziergam to chyba za dużo powiedziane, bo jakoś tak straciłam do niej serce. W Częstochowie zakupiłam dwie włóczki, ale weny niet, więc i robótek niet. Moteczki pachną tylko lawendą w pudełku. Może wena przyleci.
Na poważnie postanowiłyśmy z siostrą zająć się filcowaniem. Wczoraj kupiłyśmy w Internecie czesanki, igły i z niecierpliwością czekamy na przesyłkę. Oj z dużą niecierpliwości. Jak dostane skarb to się pochwalę.
Długaśny post wyszedł. Tych, którzy doczytali do końca pozdrawiam i życzę udanego, słonecznego weekendu. Niech już nas słonko nie opuszcza, bo nawet na chrzest zakupiona kreację schowałam na dno walizki i w jesiennych ciuszkach był występ.
Dobrego odpoczynku :)
Kosztował mnie wiele pracy, ale się opłaciło. Kocyk, bo o nim mowa wyszedł czaderski (ale jestem skromna, niech to :) oto on - ta dam.....
Wzór to OpART, w którym zakochałam się, choć wymaga mnóstwa cierpliwości. Kolejny będzie dopiero dla mojego dziecka, jeśli Bóg pozwoli.
Miałam wiele wątpliwości, jak zrobić, by na lewej stronie ciągle nie wyłaziły nitki od zmiany kolorów. Dumałam, dumałam, radziłam się Pimposzki i w końcu wydumałam.Prowadziłam nitki od koloru do koloru bez ucinania i potem zrobiłam na szydełku półsłupkami tunel, w którym ukryłam nitki. Po lewej stronie wygląda to tak:
A teraz główny bohater zamieszania i mam nadzieję, zadowolony właściciel owego kocyka:
Mój ukochany chrześniaczek-Marcinek. Dziecko cudowne i bezstresowe.
Przyznam się bez bicia, że jechać na chrzciny do Rudy Śląskiej nie chciało mi się bardzo. Prześladowała mnie myśl, że moje dziecko, gdyby nie wydarzenia styczniowe, właśnie wybierałoby się na świat. A tak go nie ma. Jednak pobyt u cudownych ludzi naładował nas z Panem B. niesamowicie. To był cudny czas, a raptem trzy dni, które wydawały się tygodniem odpoczynku. Dziękuję Anetko i Krzysiu. Poznaliśmy cudownych, nowych ludzi: rodzinę chrzestnego Agnieszkę i Marcina, a także Natalie i Marcina, którzy użyczyli nam miejsca do spania, obdarowali miłym czasem i zarazili grą i świetnym przepisem na pastę serowo-czosnkową:
Tak, tak. Nabyliśmy drogą kupna, zaraz po przyjeździe, bo zarażenie było poważne. Te wieże zbudowały wczoraj gryzonie z Panem B. Gra to Yenga. Bawimy się przy niej wszyscy i dorośli i dzieci. Od trzech dni gramy i gramy...Polecam i to bardzo.
Wakacje w tym roku mamy pod znakiem drogi i linię północ-południe zaliczamy, więc wracając do domu ze Śląska odwiedziliśmy Jasnogórską Panią;
...ale mamy inteligentne miny, nie ma co ...
Był to mój pierwszy pobyt po latach choroby, śmierci mamy i straty dziecka. Poryczałam się i tyle. Dobrze, że mam swoich Panów B., którzy nie pozwalają mi się rozsypać jak ta wieża Yenga. Trzymają mnie w pionie. Gryzonia najbardziej w Częstochowie interesowały armaty na wałach. Zdobył je, a jakże:Kolejnym etapem naszej podróżny była Garbatka i szkoła, którą dziewiętnaście lat temu kończył Pan B. Sentyment go tam gnał. Zdjęcia ocenzurował, jakość częstochowskiego bruku testował na naszym aparacie, klapkę od baterii ułamał i teraz niezadowolony, że dalej nie ma pretekstu do zakupu cyfrowej lustrzanki, bo nasz cyfrowiaczek uderzenie z wysokości w rzeczony bruk wytrzymał. Więc zdjęć brak. Ale podróż była udana. Impreza też. Akumulatory naładowane. Z zaległości pokażę Wam jeszcze chrześniaczkę Pana B. tę z początku lipca, Pannę z Pomorza:
Amelia jej na imię, dzieciątko, jak to z rocznika 2011 słodkie, spokojne i wyluzowane. Tylko takie chować.
Co do robótek, to na drutach mam bambus i dziergam tunikę. dziergam to chyba za dużo powiedziane, bo jakoś tak straciłam do niej serce. W Częstochowie zakupiłam dwie włóczki, ale weny niet, więc i robótek niet. Moteczki pachną tylko lawendą w pudełku. Może wena przyleci.
Na poważnie postanowiłyśmy z siostrą zająć się filcowaniem. Wczoraj kupiłyśmy w Internecie czesanki, igły i z niecierpliwością czekamy na przesyłkę. Oj z dużą niecierpliwości. Jak dostane skarb to się pochwalę.
Długaśny post wyszedł. Tych, którzy doczytali do końca pozdrawiam i życzę udanego, słonecznego weekendu. Niech już nas słonko nie opuszcza, bo nawet na chrzest zakupiona kreację schowałam na dno walizki i w jesiennych ciuszkach był występ.
Dobrego odpoczynku :)
czwartek, 28 lipca 2011
WZÓR NA SZARACZKA... I PARĘ REFLEKSJI...
Obiecałam więc zamieszczam. Taki skrótowy wzór, bo wszystkiego nie notowałam. Prosty Szaraczek-Kubraczek jest, więc dacie Drogie rade i z tych szczątkowych informacji wydziergać. Wiem, wiem... rychło w czas. Jednak pogoda za oknem skłania raczej do łapania za wełniane motki, niż za bawełniane.
Jeśli ktoś nie pamięta to szaraczek wygląda tak:
Dziergany był z Angory RAM, na drutach 4 mm. Próbka wychodzi 10cm -20 rzędów x 20 oczek
To prostokąt robiony w poprzek. Nabrałam 100 oczek.
#10 rzędów ściągacz 2 prawe x 2 lewe.
# rz.11 i dalej: 6 oczek-francuzki-lewy, 4 prawe, 30 oczek-wzór liści, 1 o. lewe, 47 prawe, 1 lewe, 4 prawe- które będą warkoczem( ja warkocz krzyżowałam co 4 rzędy, 1 o. lewe, 7 o. prawych;
# w rzędach parzystych: oczka jak schodzą, oprócz 6 oczek początkowych francuza, zawsze przerabianych na lewo;
wzór liści:
# w rz. 70, trzeba zamknąć pierwsze 30 oczek, tak powstanie dziura na rękaw
# w rz. 71, na kończu trzeba dodać 30 oczek;
# na plecy porzeba 7 powtórzeń wzoru liści, czyli 70 rzędów i ponownie zamykamy 30 oczek na początku rzędu i dodajemy je na końcu kolejnego; Druga poła tak samo jak pierwsza- 60 rzędów.
Na rękawy należy dobrać wookół pęknięcia 60 oczek. Można zrobić je po prostu gładkie, lub tak jak u mnie z wzorkiem warkocza. Wówczas podział oczek na połówce rękawa wygląda: 18 o.p., 1 o.l., 4 o.p., 1 o.l, 6 o.p..
Wzdłuż swetra, nabierając oczka, zrobiłam kołnierz ściągaczem 2 x 2.
Ot i cały sweterek. Przepraszam za skrótowość opisu, ale jakoś nie ma totalnie WENY. Owa WENA uleciała gdzieś.... hen hen.
Rozkleiłam się całkowicie wewnętrznie ostatnio. Nawet nie przypuszczałam, że śmierć BAG_LADY, Amy Winehouse i Jazzowej, tak mnie poruszą. Żadnej z nich nie znałam bliżej. Z Gosią parę maili wymieniłam. Amy i jej muzykę odkrywam dopiero teraz. Bloga Beaty przeczytałam w całości dopiero wczoraj i dzisiaj cały dzień słucham jej muzyki i tak mi smutno. Bardzo, bardzo. Od śmierci mamy to nieuchronność końca już mnie nie przeraża. Oswoiłam się z nią gdy sama myślałam w styczniu, że to już koniec. Przejmująca jest tylko ta pustka, która zostaje gdy ktoś odchodzi. Ta tęsknota i zimno na skórze...
...z drugiej strony życie toczy się dalej. Rano człowiek wstaje i dalej już jak automat. Zapominam czasem co jest ważne. Automatyka ruchów i myśli... reakcje wyuczone i standardowe... Koło życia... w niedzielę trzymam do chrztu maleńkiego Marcinka... prezent naszykowany...
... trasa zaplanowana... ŻYCIE
Lete, dziękuję za wyróżnienie.
Znaczek chciałam skopiować, ale coś durna jestem i mi nie wychodzi ;( blogów wyznaczać nie będę, bo wszystkie kocham miłością bezkrytyczną, więc wybrać nie mogę. 7 rzeczy o sobie napiszę jak melancholia odleci :)
Zostawiam Was z AMY, cudna piosenka:
Jeśli ktoś nie pamięta to szaraczek wygląda tak:
Dziergany był z Angory RAM, na drutach 4 mm. Próbka wychodzi 10cm -20 rzędów x 20 oczek
To prostokąt robiony w poprzek. Nabrałam 100 oczek.
#10 rzędów ściągacz 2 prawe x 2 lewe.
# rz.11 i dalej: 6 oczek-francuzki-lewy, 4 prawe, 30 oczek-wzór liści, 1 o. lewe, 47 prawe, 1 lewe, 4 prawe- które będą warkoczem( ja warkocz krzyżowałam co 4 rzędy, 1 o. lewe, 7 o. prawych;
# w rzędach parzystych: oczka jak schodzą, oprócz 6 oczek początkowych francuza, zawsze przerabianych na lewo;
wzór liści:
# w rz. 70, trzeba zamknąć pierwsze 30 oczek, tak powstanie dziura na rękaw
# w rz. 71, na kończu trzeba dodać 30 oczek;
# na plecy porzeba 7 powtórzeń wzoru liści, czyli 70 rzędów i ponownie zamykamy 30 oczek na początku rzędu i dodajemy je na końcu kolejnego; Druga poła tak samo jak pierwsza- 60 rzędów.
Na rękawy należy dobrać wookół pęknięcia 60 oczek. Można zrobić je po prostu gładkie, lub tak jak u mnie z wzorkiem warkocza. Wówczas podział oczek na połówce rękawa wygląda: 18 o.p., 1 o.l., 4 o.p., 1 o.l, 6 o.p..
Wzdłuż swetra, nabierając oczka, zrobiłam kołnierz ściągaczem 2 x 2.
Ot i cały sweterek. Przepraszam za skrótowość opisu, ale jakoś nie ma totalnie WENY. Owa WENA uleciała gdzieś.... hen hen.
Rozkleiłam się całkowicie wewnętrznie ostatnio. Nawet nie przypuszczałam, że śmierć BAG_LADY, Amy Winehouse i Jazzowej, tak mnie poruszą. Żadnej z nich nie znałam bliżej. Z Gosią parę maili wymieniłam. Amy i jej muzykę odkrywam dopiero teraz. Bloga Beaty przeczytałam w całości dopiero wczoraj i dzisiaj cały dzień słucham jej muzyki i tak mi smutno. Bardzo, bardzo. Od śmierci mamy to nieuchronność końca już mnie nie przeraża. Oswoiłam się z nią gdy sama myślałam w styczniu, że to już koniec. Przejmująca jest tylko ta pustka, która zostaje gdy ktoś odchodzi. Ta tęsknota i zimno na skórze...
...z drugiej strony życie toczy się dalej. Rano człowiek wstaje i dalej już jak automat. Zapominam czasem co jest ważne. Automatyka ruchów i myśli... reakcje wyuczone i standardowe... Koło życia... w niedzielę trzymam do chrztu maleńkiego Marcinka... prezent naszykowany...
... trasa zaplanowana... ŻYCIE
Lete, dziękuję za wyróżnienie.
Znaczek chciałam skopiować, ale coś durna jestem i mi nie wychodzi ;( blogów wyznaczać nie będę, bo wszystkie kocham miłością bezkrytyczną, więc wybrać nie mogę. 7 rzeczy o sobie napiszę jak melancholia odleci :)
Zostawiam Was z AMY, cudna piosenka:
środa, 20 lipca 2011
ŻEGNAJ - PAMIĘTAMY
Małgosi bloga czytałam, nawet zdarzyło mi się pisać do Niej.
Była NIEZWYKŁA. Dzielna, przemiła i ogromnie utalentowana.
Znowu zabrakło Kogoś.... Tak mi smutko.... Nawet przyroda dzisiaj płacze po Tobie "Niezwykła Istoto"...
Spoczywaj w Pokoju [*}
Była NIEZWYKŁA. Dzielna, przemiła i ogromnie utalentowana.
Znowu zabrakło Kogoś.... Tak mi smutko.... Nawet przyroda dzisiaj płacze po Tobie "Niezwykła Istoto"...
Spoczywaj w Pokoju [*}
sobota, 16 lipca 2011
Gdzie byłam jak mnie nie było...
Aż wstyd. Upłynął miesiąc jak byłam na własnym blogu.
Na usprawiedliwienie mam tylko to, że jak mawia moje dziecko "czas nie jest z gumy" i mój ostatnio nijak nie chciał się wyciągnąć. Kończył się rok przedszkolny, troszkę wizyt u lekarzy, króciutki wyjazd wakacyjny, pierwsze szkolne zakupy i tak dalej, i tym podobne, a zmieszczenie tego wszystkiego w godzinach po pracy, to mistrzostwo świata. Blog leżał odłogiem. Az mi wstyd z tego powodu. Nasze tegoroczne wakacje są niestety skromniutkie. Zdeterminowane są również pięknymi uroczystościami, a mianowicie dwukrotnie podczas nich zostajemy z mężem rodzicami chrzestnymi. A żeby było radośniej, to Pan B. Amelkę trzymał 3 lipca w Wejherowie nad morzem a ja Marcinka 31 lipca będę trzymała w Rudzie Śląskiej. Polskę w tym roku zjeździmy od Północy po Południe. Znajomi pytają się czy wschód-zachód również planujemy he, he, he. Wizyta w Wejherowie stała się pretekstem do tygodniowego pobytu u cioci w Gdyni. Ale, ale... zapomniałabym o najfajniejszej sprawie, która wydarzyła się mimowolnie, przy okazji tego wyjazdu.. Spełniło się moje ogromne marzenie. Zawsze chciałam pokibicować na żywo reprezentacji Polski w siatkę. I ta dam!!!!!! Okazało się, że w tym terminie gdy my będziemy nad morzem w Gdańsku będzie finały Ligi Światowej. Wyciągnęliśmy ostatnie zaskórniaki z mężem, kupiliśmy jedne z najtańszych biletów (co okazało się wcale dobrą decyzją, bo siedzieliśmy w siódmym rzędzie) i .... byłam, kibicowałam, gardło zdarłam, naszym pomagaliśmy jak mogliśmy i wygrali. Akurat byliśmy na pierwszym meczu z Bułgarami. Autograf Piotra Gruszki też mam. A co! Stara baba jestem a ekscytowałam się tym kibicowaniem jak dziecko. Zdjęciowa dokumentacja będzie jak Pan B. przywiezie z pracy laptopa, bo wziął i wywiózł. Nie wiedział, że zdjęcia będą na bloga potrzebne, czy co?
Głowę zaprząta mi tez ostatnio Gryzoń. O przeprawach laryngologicznych już pisać nie będę, bo w kółko to samo. Mój Gryzoń idzie do pierwszej klasy... Boję się jak cho...era. Cudne jest obserwowanie jego niewinności i entuzjazmu do kupowania książek, tornistra i wszystkiego co związane ze szkołą. Boże daj by tak pozostało. Proszę.
A na froncie robótkowym dzieje się troszkę, dzieje. Zrobiłam moją wersję, totalnie nieortodoksyjną, EDDY by Kim Hargreaves . Z braku umiejętności dziergania wszelkich podkrojów pach, chronicznego nieznoszenia zszywania dzianin i bycia wielbicielką reglanu powstała taka oto:
włoczka: ALIZE Cotton Gold, dwa motki
druty: 3 mm.
Dziergało się bardzo przyjemnie. Robótka akurat na wyjazd. Ciemny kolor włóczki, więc się nie stresowałam, że gdzieś wysmaruję palcami w samochodzie, czy na placu zabaw z Gryzoniem.
Ciągle zaskakuje mnie właściwość tej włoczki do wyciągania się po praniu. Robótka zrobiła się o 1/3 dłuższa. Mi to odpowiada, bo krótkich kardiganików mam już kilka. Noszę ją od paru dni i nic się nie dzieje. Już ją uwielbiam i zaliczam do noszalno-najulubieńszych. Przepraszam za mój Poranny Look, ale godzina ósma rano nie sprzyja robieniu makijażu, szczególnie w sobotę, a tylko rano miałam fotografa :)
W międzyczasie skończyłam prezent o nieskończonej ilości oczek dla Marcinka-cjhrześniaka, ale na razie nie pokażę. Odsłona dopiero w sierpniu, po powrocie z Rudy. Pierwszy raz robiłam też na zamówienie. RUBY by Effcia, właśnie się moczy. Jak właścicielka pozwoli to wrzucę fotki na bloga.
WŁAŚCICIELKA POZWOLIŁA, TO UPDATE ZDJECIOWY:
Pozdrawiam Was wakacyjnie. Miłego weekendu.
P.S. Wzór na szaraczka-kubraczka, będzie, będzie. Musze tylko pokonać swoją niechęć do komputera, która mnie jakoś tak w ten letni czas dopadła.
Na usprawiedliwienie mam tylko to, że jak mawia moje dziecko "czas nie jest z gumy" i mój ostatnio nijak nie chciał się wyciągnąć. Kończył się rok przedszkolny, troszkę wizyt u lekarzy, króciutki wyjazd wakacyjny, pierwsze szkolne zakupy i tak dalej, i tym podobne, a zmieszczenie tego wszystkiego w godzinach po pracy, to mistrzostwo świata. Blog leżał odłogiem. Az mi wstyd z tego powodu. Nasze tegoroczne wakacje są niestety skromniutkie. Zdeterminowane są również pięknymi uroczystościami, a mianowicie dwukrotnie podczas nich zostajemy z mężem rodzicami chrzestnymi. A żeby było radośniej, to Pan B. Amelkę trzymał 3 lipca w Wejherowie nad morzem a ja Marcinka 31 lipca będę trzymała w Rudzie Śląskiej. Polskę w tym roku zjeździmy od Północy po Południe. Znajomi pytają się czy wschód-zachód również planujemy he, he, he. Wizyta w Wejherowie stała się pretekstem do tygodniowego pobytu u cioci w Gdyni. Ale, ale... zapomniałabym o najfajniejszej sprawie, która wydarzyła się mimowolnie, przy okazji tego wyjazdu.. Spełniło się moje ogromne marzenie. Zawsze chciałam pokibicować na żywo reprezentacji Polski w siatkę. I ta dam!!!!!! Okazało się, że w tym terminie gdy my będziemy nad morzem w Gdańsku będzie finały Ligi Światowej. Wyciągnęliśmy ostatnie zaskórniaki z mężem, kupiliśmy jedne z najtańszych biletów (co okazało się wcale dobrą decyzją, bo siedzieliśmy w siódmym rzędzie) i .... byłam, kibicowałam, gardło zdarłam, naszym pomagaliśmy jak mogliśmy i wygrali. Akurat byliśmy na pierwszym meczu z Bułgarami. Autograf Piotra Gruszki też mam. A co! Stara baba jestem a ekscytowałam się tym kibicowaniem jak dziecko. Zdjęciowa dokumentacja będzie jak Pan B. przywiezie z pracy laptopa, bo wziął i wywiózł. Nie wiedział, że zdjęcia będą na bloga potrzebne, czy co?
Głowę zaprząta mi tez ostatnio Gryzoń. O przeprawach laryngologicznych już pisać nie będę, bo w kółko to samo. Mój Gryzoń idzie do pierwszej klasy... Boję się jak cho...era. Cudne jest obserwowanie jego niewinności i entuzjazmu do kupowania książek, tornistra i wszystkiego co związane ze szkołą. Boże daj by tak pozostało. Proszę.
A na froncie robótkowym dzieje się troszkę, dzieje. Zrobiłam moją wersję, totalnie nieortodoksyjną, EDDY by Kim Hargreaves . Z braku umiejętności dziergania wszelkich podkrojów pach, chronicznego nieznoszenia zszywania dzianin i bycia wielbicielką reglanu powstała taka oto:
włoczka: ALIZE Cotton Gold, dwa motki
druty: 3 mm.
Dziergało się bardzo przyjemnie. Robótka akurat na wyjazd. Ciemny kolor włóczki, więc się nie stresowałam, że gdzieś wysmaruję palcami w samochodzie, czy na placu zabaw z Gryzoniem.
Ciągle zaskakuje mnie właściwość tej włoczki do wyciągania się po praniu. Robótka zrobiła się o 1/3 dłuższa. Mi to odpowiada, bo krótkich kardiganików mam już kilka. Noszę ją od paru dni i nic się nie dzieje. Już ją uwielbiam i zaliczam do noszalno-najulubieńszych. Przepraszam za mój Poranny Look, ale godzina ósma rano nie sprzyja robieniu makijażu, szczególnie w sobotę, a tylko rano miałam fotografa :)
W międzyczasie skończyłam prezent o nieskończonej ilości oczek dla Marcinka-cjhrześniaka, ale na razie nie pokażę. Odsłona dopiero w sierpniu, po powrocie z Rudy. Pierwszy raz robiłam też na zamówienie. RUBY by Effcia, właśnie się moczy. Jak właścicielka pozwoli to wrzucę fotki na bloga.
WŁAŚCICIELKA POZWOLIŁA, TO UPDATE ZDJECIOWY:
Pozdrawiam Was wakacyjnie. Miłego weekendu.
P.S. Wzór na szaraczka-kubraczka, będzie, będzie. Musze tylko pokonać swoją niechęć do komputera, która mnie jakoś tak w ten letni czas dopadła.
czwartek, 16 czerwca 2011
KREMÓWKA
Bluzeczka skończona. Dzisiaj miała pierwsze wyjście do pracy.
Pomysł własny, wzór ażuru z jakiegoś sweterka z domowych zbiorów.
Włóczka: 3 motki JEANSu - YARN ARTu
Druty: 3,5 mm
Bardzo podobają mi się guziczki. Wykończenie ma jednak znaczenie. Ja wciąż lubię te włóczkę.
Co do reszty zaplanowanych dziergotek, to buuuuuuuu.... nic mi nie idzie. MILENA nie chce wyjść z Cotton Goldu. Niby druty te co u Effci, ale próbki wychodzą nie takie. Za dużo oczek, przeliczać mi się nie chce. Ja chyba jednak głupia jakaś jestem. Marazm na całym froncie. Cisnęłam wczoraj w kąt drutami i się obraziłam.
Walczę ciągle z synkowym zapaleniem górnych dróg oddechowych. Niby wszystko ok, a badania wychodzą źle. Czekamy do poniedziałku na wyniki wymazu z gardła i nosa. Aż się boję, że znowu skończy się podcinaniem migdała. Nie chcę już drugi raz tego przechodzić. Do dzisiaj słyszę w uszach krzyk synka z poprzedniego razu zanim go uspali. Szpital był ok, lekarze też, może tylko procedury niekoniecznie. Już nie chcę więcej.
Ech idę stąd bo zacznę zarażać złym nastrojem.
Jeszcze tylko dopisek do MODRACZKA. Próbka do wszystkich moich robótek z Jeansu YARN ARTu na drutach 3,5 mm to:
10 cm = 17 oczek/24 rzędy
Słońca Wam życzę. :)
Pomysł własny, wzór ażuru z jakiegoś sweterka z domowych zbiorów.
Włóczka: 3 motki JEANSu - YARN ARTu
Druty: 3,5 mm
Bardzo podobają mi się guziczki. Wykończenie ma jednak znaczenie. Ja wciąż lubię te włóczkę.
Co do reszty zaplanowanych dziergotek, to buuuuuuuu.... nic mi nie idzie. MILENA nie chce wyjść z Cotton Goldu. Niby druty te co u Effci, ale próbki wychodzą nie takie. Za dużo oczek, przeliczać mi się nie chce. Ja chyba jednak głupia jakaś jestem. Marazm na całym froncie. Cisnęłam wczoraj w kąt drutami i się obraziłam.
Walczę ciągle z synkowym zapaleniem górnych dróg oddechowych. Niby wszystko ok, a badania wychodzą źle. Czekamy do poniedziałku na wyniki wymazu z gardła i nosa. Aż się boję, że znowu skończy się podcinaniem migdała. Nie chcę już drugi raz tego przechodzić. Do dzisiaj słyszę w uszach krzyk synka z poprzedniego razu zanim go uspali. Szpital był ok, lekarze też, może tylko procedury niekoniecznie. Już nie chcę więcej.
Ech idę stąd bo zacznę zarażać złym nastrojem.
Jeszcze tylko dopisek do MODRACZKA. Próbka do wszystkich moich robótek z Jeansu YARN ARTu na drutach 3,5 mm to:
10 cm = 17 oczek/24 rzędy
Słońca Wam życzę. :)
niedziela, 12 czerwca 2011
WZÓR NA MODRACZKA
może się komuś przyda. Pamiętam, ze jak zaczynałam jakiś czas temu przygodę z drutami, to cieszyłam się każdym rozpisanym po polsku wzorem. To zaczynamy:
Sweterek robiony reglanem od góry. Na reglan zostawione jedno oczko /1/, przed i za którym dodawałam oczka ,w co drugim rzędzie, z nitki poprzecznej.
Rzędy nieparzyste - oczka prawe, rzędy parzyste- oczka lewe.
Na druty 3,5 mm nabrałam 41 oczek w układzie :1-przód/1/5-rękaw/1/25-tył/1/5-rękaw/1/1-przód
Przerobić dwa rzędy i od trzeciego zacząć dodawać oczka w przodach (czyli na końcu i na początku rzędu) i z obu stron /1/ w co drugim rzędzie (czyli w rzędach nieparzystych). Kiedy przody będą miały już osiem oczek, należy dodać jeszcze 13 oczek na końcu rzędu i w kolejnym rzędzie znowu na końcu 13 oczek. Powstanie dekolt.
Od następnego rzędu zaczynamy plisę dekoltu, czyli pięć pierwszych i ostatnich oczek przerabiany ryżem lub francuzem. Co kto lubi. Trzeba też zacząć robić dziurki na guziczki. U mnie wypadły one w rzędach: 15/27/39/51/63/75/87/99/111/123.
Cały czas dodajemy oczka na reglan.
Robótkę połączyłam w 49 rzędzie. Zrobiłam 49 oczek przodu, 53 oczka rękawa odłożyłam na nitkę, dodałam 6 oczek po pachą (po trzecim oczku umieściłam marker), zrobiłam 71 oczek tyłu, 53 oczka kolejnego rękawa na nitkę, sześć oczek dodanych na pachę (po trzecim oczku umieściłam marker) , 41 oczek przodu.
Oczka na leciutkie podkreślenie talii gubiłam z obu stron markerów, pod pachami w 53/59/71 rzędzie.
Ciągniemy robótkę gładkim prawym do rzędu 76. W 77 i 78 robiłam oczka na zmianę prawe i lewe, aby powstał ściągacz. W 79i 80 zrobiłam też ściągacz tylko w odwrotnym układzie. Tam gdzie prawe to teraz lewe i tam gdzie prawe to lewe.
Od 81 rz. znowu gładki prawy z dodawaniem oczek po dwóch stronach markerów w rz. 85/93/101/109.
Do rzędu 126 gładki.
W 127-129 francuz, oczka lewe.
Zakończyłam w 130 rzędzie.
Rękawy robiłam prosto bez gubienia oczek, pięć rzędów. Dodałam po dwa oczka. W piątym rzędzie po 24 oczkach zrobiłam podwójne przeciągnięcie (czyli zdjąć bez przerabiania jedno oczko na prawy drut, przerobić dwa kolejne oczka z drutu lewego razem i przeciągnąć to oczko przez oczko z drutu prawego), dwa razem, trzy razem i dalej prawe.
W rz.6-8 francuz. Koniec w rz.9.
Plisa dekoltu: oczka nabierane wzdłuż dekoltu i przerobione trzy rzędy ryżem.,
Nie wiem czy jasno rozpisałam. Jakby ,co to walcie z pytaniami.
W temacie dziergania, jako że wszystkich ogarnia niemoc, mnie dopadła również. Wprawdzie planów dużo, tylko chęci gdzieś poszły. Staram się jej nie dawać i popełniłam KREMÓWKĘ. Dzisiaj planuję dokończyć i w niedługim czasie pokazać. PREZENT o niesamowitej ilości oczek i rzędów idzie "jak krew z nosa".
Absorbują mnie niestety sprawy zdrowotne. Śmiejemy się z mężem, że dobrze, że mamy ubezpieczenie bo gdyby nie to, to - masakra. Jeszcze lekarze mnie dobijają niesamowicie. Pan B. poszedł z synkiem do laryngologa. Napisane na drzwiach LARYNGOLOG, a nie SZAMAN. Dostał receptę. Coś nas tknęło i pojechał do apteki gdzie na szczęście był znajomy farmaceuta. Daje receptę, a Pan do męża, że to same homeopatyki. Ja nie chcę nikogo oceniać. Jeśli ktoś w to wierzy to OK. Nie mam nic przeciwko. Sama jednak nie stosuję i nigdy nie będę. Nie wierzę w to i tyle. Nigdy nie uwierzę. Zdenerwowaliśmy się, to za mało powiedziane. Tak kląć to już dawno nie klęłam. Płakać mi się chciało i wyć. Nie dość, że czeka się na wizytę jak na zbawienie. Dziecko prawie głuche i cierpi, to jeszcze taka przygoda. Rozumiem gdyby Pani się męża spytała czy takie leki mogą być. Ech, lepiej już nie wspominać tego bo zgrzytam do dzisiaj. Dobrze, że następnego dnia Anioły skierowały nas do innego, Pan przyjął i pomógł. Gryzoń zadowolony, ze słyszy jak mama do pokoju wchodzi. Koniec narzekań. Idę kończyć KREMÓWKĘ.
Jeśli opis MODRACZKA komuś się przyda, to dajcie proszę znać.
Życzę miłego tygodnia. Pa
A zapomniałam napisać, ze obowiązek dziergania w miejscach publicznych spełniony. Robiłam w pociągu Siedlce-Warszawa. Zdjęć brak.
MODRACZEK
Sweterek robiony reglanem od góry. Na reglan zostawione jedno oczko /1/, przed i za którym dodawałam oczka ,w co drugim rzędzie, z nitki poprzecznej.
Rzędy nieparzyste - oczka prawe, rzędy parzyste- oczka lewe.
Na druty 3,5 mm nabrałam 41 oczek w układzie :1-przód/1/5-rękaw/1/25-tył/1/5-rękaw/1/1-przód
Przerobić dwa rzędy i od trzeciego zacząć dodawać oczka w przodach (czyli na końcu i na początku rzędu) i z obu stron /1/ w co drugim rzędzie (czyli w rzędach nieparzystych). Kiedy przody będą miały już osiem oczek, należy dodać jeszcze 13 oczek na końcu rzędu i w kolejnym rzędzie znowu na końcu 13 oczek. Powstanie dekolt.
Od następnego rzędu zaczynamy plisę dekoltu, czyli pięć pierwszych i ostatnich oczek przerabiany ryżem lub francuzem. Co kto lubi. Trzeba też zacząć robić dziurki na guziczki. U mnie wypadły one w rzędach: 15/27/39/51/63/75/87/99/111/123.
Cały czas dodajemy oczka na reglan.
Robótkę połączyłam w 49 rzędzie. Zrobiłam 49 oczek przodu, 53 oczka rękawa odłożyłam na nitkę, dodałam 6 oczek po pachą (po trzecim oczku umieściłam marker), zrobiłam 71 oczek tyłu, 53 oczka kolejnego rękawa na nitkę, sześć oczek dodanych na pachę (po trzecim oczku umieściłam marker) , 41 oczek przodu.
Oczka na leciutkie podkreślenie talii gubiłam z obu stron markerów, pod pachami w 53/59/71 rzędzie.
Ciągniemy robótkę gładkim prawym do rzędu 76. W 77 i 78 robiłam oczka na zmianę prawe i lewe, aby powstał ściągacz. W 79i 80 zrobiłam też ściągacz tylko w odwrotnym układzie. Tam gdzie prawe to teraz lewe i tam gdzie prawe to lewe.
Od 81 rz. znowu gładki prawy z dodawaniem oczek po dwóch stronach markerów w rz. 85/93/101/109.
Do rzędu 126 gładki.
W 127-129 francuz, oczka lewe.
Zakończyłam w 130 rzędzie.
Rękawy robiłam prosto bez gubienia oczek, pięć rzędów. Dodałam po dwa oczka. W piątym rzędzie po 24 oczkach zrobiłam podwójne przeciągnięcie (czyli zdjąć bez przerabiania jedno oczko na prawy drut, przerobić dwa kolejne oczka z drutu lewego razem i przeciągnąć to oczko przez oczko z drutu prawego), dwa razem, trzy razem i dalej prawe.
W rz.6-8 francuz. Koniec w rz.9.
Plisa dekoltu: oczka nabierane wzdłuż dekoltu i przerobione trzy rzędy ryżem.,
Nie wiem czy jasno rozpisałam. Jakby ,co to walcie z pytaniami.
W temacie dziergania, jako że wszystkich ogarnia niemoc, mnie dopadła również. Wprawdzie planów dużo, tylko chęci gdzieś poszły. Staram się jej nie dawać i popełniłam KREMÓWKĘ. Dzisiaj planuję dokończyć i w niedługim czasie pokazać. PREZENT o niesamowitej ilości oczek i rzędów idzie "jak krew z nosa".
Absorbują mnie niestety sprawy zdrowotne. Śmiejemy się z mężem, że dobrze, że mamy ubezpieczenie bo gdyby nie to, to - masakra. Jeszcze lekarze mnie dobijają niesamowicie. Pan B. poszedł z synkiem do laryngologa. Napisane na drzwiach LARYNGOLOG, a nie SZAMAN. Dostał receptę. Coś nas tknęło i pojechał do apteki gdzie na szczęście był znajomy farmaceuta. Daje receptę, a Pan do męża, że to same homeopatyki. Ja nie chcę nikogo oceniać. Jeśli ktoś w to wierzy to OK. Nie mam nic przeciwko. Sama jednak nie stosuję i nigdy nie będę. Nie wierzę w to i tyle. Nigdy nie uwierzę. Zdenerwowaliśmy się, to za mało powiedziane. Tak kląć to już dawno nie klęłam. Płakać mi się chciało i wyć. Nie dość, że czeka się na wizytę jak na zbawienie. Dziecko prawie głuche i cierpi, to jeszcze taka przygoda. Rozumiem gdyby Pani się męża spytała czy takie leki mogą być. Ech, lepiej już nie wspominać tego bo zgrzytam do dzisiaj. Dobrze, że następnego dnia Anioły skierowały nas do innego, Pan przyjął i pomógł. Gryzoń zadowolony, ze słyszy jak mama do pokoju wchodzi. Koniec narzekań. Idę kończyć KREMÓWKĘ.
Jeśli opis MODRACZKA komuś się przyda, to dajcie proszę znać.
Życzę miłego tygodnia. Pa
A zapomniałam napisać, ze obowiązek dziergania w miejscach publicznych spełniony. Robiłam w pociągu Siedlce-Warszawa. Zdjęć brak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
