Dzisiaj, w pięknych okolicznościach przyrody, Pan B. zrobił zdjęcia SZARACZKOWI KUBRACZKOWI. W ramach akcji wyrabiania resztek włóczkowych tydzień temu powstał (muszę powiedzieć, że bardzo szybko się dziergał) taki oto kubraczek:
Okoliczności przyrody dzisiaj bardzo sprzyjające spacerom, więc z Panem B., siostrą i młodzieżą wybraliśmy się poza miasto. Okazją była 180 rocznica Bitwy pod Iganiami, koło Siedlec. Musze przyznać, że byłam pod wrażeniem staranności przygotowania tego przedsięwzięcia. Totalnej niekomercyjności i otwarcia na oglądających. Zazwyczaj żeby zrobić zdjęcie z kimś w stroju z epoki, trzeba choć pięć złotych zapłacić. A tu proszę bardzo. Młodzież chciała broń potrzymać. Nie ma sprawy. Pan sympatyczny, chętny do pozowania, to Młodzież oto takie zdjęcie ma:
Była to rekonstrukcja bitwy z kwietnia 1831, z Powstania Listopadowego. Kilka fotek:
Wracając do kubraczka. Właściwie jest to prototyp przed właściwą robótką. Mam kłębuszek pewnego Kaszmirku. Podchodzę do niego jak pies do jeż, bo włóczka i cieniutka i delikatniutka. Bardzo podobają mi się prostokątne sweterki. Postanowiłam więc zrobić taki prototypowy egzemplarz by nauczyć się jak taki sweterek wykonać i nie polec przy Kaszmirku.Wzorek liści znalazłam, warkoczyk dodałam i tak powstał SZARACZEK.
Zużyłam dwa motki ANGORY RAM. Druty 4 mm. Dzierga się przyjemnie i szybko. Lubię go bardzo, chociaż, jak to angora, nieco kilogramów dodaje (taaaaaaaaa fajnie się tłumaczę, nie? :).
Miło było pozwiedzać przyrodę po dniu szorowania, czyszczenia, układania i szykowania się do Świąt.
Życzę Wam miłego weekendu. Dużo słoneczka.
sobota, 16 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
ZALEGŁOŚCI
Pokazuję Wam dzisiaj zaległości zdjęciowe. Pan B. wolny, więc dal się na zdjęcia namówić. Wprawdzie wiatry doprowadzają moją przeszczepioną kostkę do szału i śmieje się, że mi wiatr w śrubkach, w żuchwie hula, ale jakoś dałam radę ze zdjęciami. Twarzy znowu nie ma bo okoliczności przyrody niesprzyjające.
A oto uczłowieczone robótki PUZZLAK i CZERWONY:
Czerwony na dwóch różnych tłach. Na tym drugim lepiej widać kolor włóczki. Co do włóczki to muszę się podzielić spostrzeżeniem i ostrzeżeniem. Włóczka to Medusa. W obu projektach ta sama firma i marka, a nitka jakby z dwóch różnych materiałów. Na zielonym PUZZLAKU jest znacznie twardsza, mniej się rozdzielała. Wyroby nawet w dotyku różnią się jak dzień do nocy. Zielony jest bardziej szorstki a czerwony milusi i znacznie delikatniejszy. Nie wiem na czym to polega. Różnicę w wydajności zrzucam na karb wzoru. Bo na zielony poszło aż trzy motki i zszywałam już z czwartego, a na czerwony dwa.
Tu jeszcze mały szczególik czerwonej bluzeczki. Udało mi się kupić urocze guziczki. Cieszyłam się jak dziecko. Na zdjęciach tego nie widać, ale w rzeczywistości dodają dużo uroku bluzeczce. Bywalcy blogów rozpoznają w niej zresztą wzór High Hopes z bloga effci. Nie ma tam wprawdzie wzoru rozpisanego na blogu Ewy, ale bezczelnie zgapiłam. Ewe proszę kornie o przebaczenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Zakochałam się w tym wzorze. Podumałam, pokombinowałam i wymyśliłam po swojemu. Niestety ma małe mankamenty, jak widoczne oczka w miejscu dodawania dodatkowych oczek, ale nie wiem jak zrobić to inaczej, żeby nie było tego widać. Robiłam je z poprzecznej nitki, odwracając oczko, ale i tak są widoczne. Może to wina włóczki.
Tak na zakończenie, to mam jeszcze jedną refleksję. Im więcej robię, tym bardziej chciałabym spróbować zrobić coś ze szlachetnej włóczki. Ciekawe czy wyroby z nich dziergane są inne, lepsze i czy lepiej się noszą. Ot takie marzenie.
A żeby nie zostawić Was w spokoju, to zapowiem, że na balkonie suszy się kolejny sweterek, ale o nimb w kolejnym poście.
Życzę Wam udanej i mniej wietrznej końcówki niedzieli i miłego tygodnia. PROSZĘĘĘĘĘ niech już przestanie wiać.
A oto uczłowieczone robótki PUZZLAK i CZERWONY:
Czerwony na dwóch różnych tłach. Na tym drugim lepiej widać kolor włóczki. Co do włóczki to muszę się podzielić spostrzeżeniem i ostrzeżeniem. Włóczka to Medusa. W obu projektach ta sama firma i marka, a nitka jakby z dwóch różnych materiałów. Na zielonym PUZZLAKU jest znacznie twardsza, mniej się rozdzielała. Wyroby nawet w dotyku różnią się jak dzień do nocy. Zielony jest bardziej szorstki a czerwony milusi i znacznie delikatniejszy. Nie wiem na czym to polega. Różnicę w wydajności zrzucam na karb wzoru. Bo na zielony poszło aż trzy motki i zszywałam już z czwartego, a na czerwony dwa.
Tu jeszcze mały szczególik czerwonej bluzeczki. Udało mi się kupić urocze guziczki. Cieszyłam się jak dziecko. Na zdjęciach tego nie widać, ale w rzeczywistości dodają dużo uroku bluzeczce. Bywalcy blogów rozpoznają w niej zresztą wzór High Hopes z bloga effci. Nie ma tam wprawdzie wzoru rozpisanego na blogu Ewy, ale bezczelnie zgapiłam. Ewe proszę kornie o przebaczenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Zakochałam się w tym wzorze. Podumałam, pokombinowałam i wymyśliłam po swojemu. Niestety ma małe mankamenty, jak widoczne oczka w miejscu dodawania dodatkowych oczek, ale nie wiem jak zrobić to inaczej, żeby nie było tego widać. Robiłam je z poprzecznej nitki, odwracając oczko, ale i tak są widoczne. Może to wina włóczki.
Tak na zakończenie, to mam jeszcze jedną refleksję. Im więcej robię, tym bardziej chciałabym spróbować zrobić coś ze szlachetnej włóczki. Ciekawe czy wyroby z nich dziergane są inne, lepsze i czy lepiej się noszą. Ot takie marzenie.
A żeby nie zostawić Was w spokoju, to zapowiem, że na balkonie suszy się kolejny sweterek, ale o nimb w kolejnym poście.
Życzę Wam udanej i mniej wietrznej końcówki niedzieli i miłego tygodnia. PROSZĘĘĘĘĘ niech już przestanie wiać.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
PAN ZIELONKA
Jakoś tak nic mi się nie chce (oprócz dziergania, rzecz jasna). Czekałam na wiosnę i się doczekałam, tylko po drodze zmęczyłam się tym czekaniem i jakoś mi tak niekoniecznie wiosennie. Na przekór tym nastrojom wdziałam dzisiaj Pana Zielonkę. Nie pokazywałam go wcześniej bo udziergał się za wielki dekolt i dopiero wczoraj coś z tym zrobiłam. Metodą chałupniczą wyprodukowałam sznurek i dekolt zawiązałam. O tak:
A teraz Pan Zielonka uczłowieczony :
Zdjęcia nie najlepsze, ale weny mi jakoś brak.
Włoczka to Angora NAKO, niecałe dwa motki
druty 3.5 mm.
A ten kwiatek, to najnormalniej się pochwalę, mój pierwszy wyrób filcowy. Pokrzywiony, niedofilcowany, ale mój. Mieszkam w mieście, w którym nie ma bladych szans na jakikolwiek kurs filcowania, a stan finansów i zawiłości życiowe nie pozwalają na jakiekolwiek wyjazdy. W sobotę zaparłam się, że nauczę się filcowania sama. Poszperałam w internecie. Za wiele nie znalazłam, ale zawsze coś tam. I tak powstał KWIATEK:
Proszę, można się śmiać. Wszelka krytykę, ale i dobrą rade przyjmę jak mówią "na klatę". Marzy mi się filcowanie na sucho, ale ostatnia dziura budżetowa wciąga do środka wszystkie moje marzenia, więc i to muszę zawiesić na jakiś czas. Ale kiedyś sobie kupię igły, matę, różne czesanki i takie tam. I będę filcować.
W międzyczasie Puzzlakowi przybyły guziki, ale wymaga jeszcze raz kąpieli wodnej, bo jak zaobserwowałam Medusa, ma nieprzyjemną właściwość wyciągać robótkę wszerz, więc muszę z nią powalczyć o długość bluzeczki. Jak powalczę to pokażę. Powstał jeszcze CZERWONY, też z Medusy ale też wymaga kąpieli. CZERWONY to tęsknota za latem, bo ja jako typowa kobieta ciągle pędzę do przodu (fakt tyłu mi przy tym pędzie nie starcza) i czekam już lata. Jak wykąpię to zaprezentuję.
Pozdrawiam Was wiosennie
A teraz Pan Zielonka uczłowieczony :
Zdjęcia nie najlepsze, ale weny mi jakoś brak.
Włoczka to Angora NAKO, niecałe dwa motki
druty 3.5 mm.
A ten kwiatek, to najnormalniej się pochwalę, mój pierwszy wyrób filcowy. Pokrzywiony, niedofilcowany, ale mój. Mieszkam w mieście, w którym nie ma bladych szans na jakikolwiek kurs filcowania, a stan finansów i zawiłości życiowe nie pozwalają na jakiekolwiek wyjazdy. W sobotę zaparłam się, że nauczę się filcowania sama. Poszperałam w internecie. Za wiele nie znalazłam, ale zawsze coś tam. I tak powstał KWIATEK:
Proszę, można się śmiać. Wszelka krytykę, ale i dobrą rade przyjmę jak mówią "na klatę". Marzy mi się filcowanie na sucho, ale ostatnia dziura budżetowa wciąga do środka wszystkie moje marzenia, więc i to muszę zawiesić na jakiś czas. Ale kiedyś sobie kupię igły, matę, różne czesanki i takie tam. I będę filcować.
W międzyczasie Puzzlakowi przybyły guziki, ale wymaga jeszcze raz kąpieli wodnej, bo jak zaobserwowałam Medusa, ma nieprzyjemną właściwość wyciągać robótkę wszerz, więc muszę z nią powalczyć o długość bluzeczki. Jak powalczę to pokażę. Powstał jeszcze CZERWONY, też z Medusy ale też wymaga kąpieli. CZERWONY to tęsknota za latem, bo ja jako typowa kobieta ciągle pędzę do przodu (fakt tyłu mi przy tym pędzie nie starcza) i czekam już lata. Jak wykąpię to zaprezentuję.
Pozdrawiam Was wiosennie
poniedziałek, 28 marca 2011
UCZŁOWIECZONY ZWYKLAK
Zwolnienie minęło, młody poszedł do przedszkola, a "zwyklak" ze mną do pracy. Uczłowieczyłam go dzisiaj :)
Oto sweterek na co dzień.
włoczka:LORENA, Madam Tricote, 3 motki
druty: 3,5
guziczków: 18
Podobają mi się guziczki. Mój mąż mówi, że dzięki nim taki do końca zwykły to nie jest. Sorry za ten pomarszczony rękaw (a miało być takie piękne zdjęcie), ale mój Pan B. nie wyszedł z roli faceta i takie tam małe zmarszczenie na rękawie nie jest powodem by coś poprawiać. I tak go kocham :) (oczywiście Pana B., nie sweterek)
Miałam dzisiaj sweterek w pracy i jestem miło zaskoczona pomimo, że to akryl spisał się nie najgorzej. Jest dostatecznie cienki by nosić go latem na bluzeczki, a dzisiaj było mi ok na długim rękawie. Zresztą widać, że jest lekko prześwitujący. Po raz pierwszy robiłam też bufkowate rękawy u dołu. Nie mam o tym pojęcia i robiłam tak na czuja, ale chyba wyszły ok. Są troszkę długaśne, ale taki był zamiar. Już go lubię i będę eksploatować. Niech no tylko zawita wreszcie ta wiosna na całego.
Puzzlak też zszyty, tylko te guziki. Jak ja tego nie znoszę robić. Szło by szybciej gdyby ktoś mógł je za mnie przyszywać. Dziergać proszę bardzo, ale te chowanie nitek, wykańczanie, guziki. Brrrrrrrrr nie znoszę - pasjami!!!
Na koniec uśmiecham się do was promiennie i dzieki Panu B. z piękna aureolką na głowie :)
Właśnie skończyliśmy rodzinną grę w MONOPOL. Już zapomniałam jak to cudownie być dzieckiem :)
Oto sweterek na co dzień.
włoczka:LORENA, Madam Tricote, 3 motki
druty: 3,5
guziczków: 18
Podobają mi się guziczki. Mój mąż mówi, że dzięki nim taki do końca zwykły to nie jest. Sorry za ten pomarszczony rękaw (a miało być takie piękne zdjęcie), ale mój Pan B. nie wyszedł z roli faceta i takie tam małe zmarszczenie na rękawie nie jest powodem by coś poprawiać. I tak go kocham :) (oczywiście Pana B., nie sweterek)
Miałam dzisiaj sweterek w pracy i jestem miło zaskoczona pomimo, że to akryl spisał się nie najgorzej. Jest dostatecznie cienki by nosić go latem na bluzeczki, a dzisiaj było mi ok na długim rękawie. Zresztą widać, że jest lekko prześwitujący. Po raz pierwszy robiłam też bufkowate rękawy u dołu. Nie mam o tym pojęcia i robiłam tak na czuja, ale chyba wyszły ok. Są troszkę długaśne, ale taki był zamiar. Już go lubię i będę eksploatować. Niech no tylko zawita wreszcie ta wiosna na całego.
Puzzlak też zszyty, tylko te guziki. Jak ja tego nie znoszę robić. Szło by szybciej gdyby ktoś mógł je za mnie przyszywać. Dziergać proszę bardzo, ale te chowanie nitek, wykańczanie, guziki. Brrrrrrrrr nie znoszę - pasjami!!!
Na koniec uśmiecham się do was promiennie i dzieki Panu B. z piękna aureolką na głowie :)
Właśnie skończyliśmy rodzinną grę w MONOPOL. Już zapomniałam jak to cudownie być dzieckiem :)
środa, 23 marca 2011
PUZZLE I ZWYKLAK
Już wyjaśniam skąd tytuł dzisiejszego posta. Moje dziecię znowu chore, więc siedzę na zwolnieniu. Postanowiłam pokończyć UFOki i coś co już od tygodnia na drutach mam. Zabrałam się za pranie skończonych części sweterka. Pierwszy raz robiłam sweter w kawałkach i gdy układałam je do blokowania, moje dziecię stwierdziło "mamo, ale masz fajne puzzle do złożenia".
Uśmieliśmy się z Panem B., ale dziecię trafiło w sedno. To niezła układanka taki sweter, żeby po zszyciu była całość. Ciekawa jestem czy mi wyjdzie. Zastanawiam się też o co chodzi z wzorami z gazetek. Robiłam sweterek w częściach po raz pierwszy więc podeszłam do tego systematycznie. Znalazłam wzór, dopasowałam włóczkę, druty by wszystko zgadzało się jak w opisie, nabrałam ilość oczek i............ sprułam. Na słonia by starczyło tego kawałka co wyszedł. Nic nie rozumiem. Musiałam prawie dwukrotnie zmniejszyć ilość oczek. Oznaczało to, że musiałam kombinować jak koń pod górkę by coś z tego wyszło. Jestem uparta więc dobrnęłam do końca w dzierganiu, ale zszywanie odkładam już ze dwa miesiące. Jakoś nie wierzę, że się zejdzie w całość. Trzymajcie kciuki. Przy okazji tego sweterka zakochałam się w Medusie. Superancka włóczka na letnie wyroby. Troszkę się rozdwaja, ale minimalnie. To bawełna, więc do blokowania nie przywiązuję zbytniej wagi. Najwyżej potraktuję żelazkiem.
Moje druty nie lubią próżnowania, więc wrzuciłam na nie granatowy akryl - Lorenę Madam Tricote. Ponieważ finanse nadal w opłakanym stanie muszę polubić co mam i zapomnieć o dzierganiu ze szlachetnych materiałów. Umyśliłam sobie takiego zwyklaka, na "podorywki" jak mówiła moja śp. mama. Swoją drogą ciekawe skąd takie powiedzenie? Zwyklak jest długi, cienki i się suszy na pięknym słoneczku.
Jak pozszywam co do pozszywania, poprzyszywam guziczki i wygląd będę miała odpowiedni uczłowieczę robótki i pokarzę.
Dzisiaj życzę Wam cudownego dnia. Słoneczka i uśmiechu.
Dziękuje też za miłe słowa o Jaśminowcu i kamizelce, a przede wszystkim Antoninie za nauczenie mnie robienia od góry. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki.
Uśmieliśmy się z Panem B., ale dziecię trafiło w sedno. To niezła układanka taki sweter, żeby po zszyciu była całość. Ciekawa jestem czy mi wyjdzie. Zastanawiam się też o co chodzi z wzorami z gazetek. Robiłam sweterek w częściach po raz pierwszy więc podeszłam do tego systematycznie. Znalazłam wzór, dopasowałam włóczkę, druty by wszystko zgadzało się jak w opisie, nabrałam ilość oczek i............ sprułam. Na słonia by starczyło tego kawałka co wyszedł. Nic nie rozumiem. Musiałam prawie dwukrotnie zmniejszyć ilość oczek. Oznaczało to, że musiałam kombinować jak koń pod górkę by coś z tego wyszło. Jestem uparta więc dobrnęłam do końca w dzierganiu, ale zszywanie odkładam już ze dwa miesiące. Jakoś nie wierzę, że się zejdzie w całość. Trzymajcie kciuki. Przy okazji tego sweterka zakochałam się w Medusie. Superancka włóczka na letnie wyroby. Troszkę się rozdwaja, ale minimalnie. To bawełna, więc do blokowania nie przywiązuję zbytniej wagi. Najwyżej potraktuję żelazkiem.
Moje druty nie lubią próżnowania, więc wrzuciłam na nie granatowy akryl - Lorenę Madam Tricote. Ponieważ finanse nadal w opłakanym stanie muszę polubić co mam i zapomnieć o dzierganiu ze szlachetnych materiałów. Umyśliłam sobie takiego zwyklaka, na "podorywki" jak mówiła moja śp. mama. Swoją drogą ciekawe skąd takie powiedzenie? Zwyklak jest długi, cienki i się suszy na pięknym słoneczku.
Jak pozszywam co do pozszywania, poprzyszywam guziczki i wygląd będę miała odpowiedni uczłowieczę robótki i pokarzę.
Dzisiaj życzę Wam cudownego dnia. Słoneczka i uśmiechu.
Dziękuje też za miłe słowa o Jaśminowcu i kamizelce, a przede wszystkim Antoninie za nauczenie mnie robienia od góry. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki.
czwartek, 17 marca 2011
JAŚMINOWIEC I KURA
Na chwilkę wpadam, bo w domu rewolucja. Dziecię mi urosło i przyszedł czas na zmianę łóżka. Ponieważ nasze mega wielkie mieszkanie 38.metrowe musi pomieścić nas troje kupiliśmy dziecięciu B. antresolę do spania. Pod spodem będzie "plac zabaw". W pokoiku od dwóch dni horror. Nie mam pojęcia jak to wszystko poustawiać. Na szczęście Pan B. ma firmę meblową to niech myśli i wiem, że wymyśli. Ma do tego chłop smykałkę. A teraz do rzeczy, bo nie o meblach to blog.
Hurra!!! Jaśminowiec skończony i czeka na cieplejsze dni.
Wymyśliłam sobie rękawy 3/4 i guziczki, że niby zapinane, he he. Udało mi się dostać nawet fajne. Zadowolona ja jestem i na wiosnę czekam z niecierpliwością.
A co dziecię robi jak mama zdjęcia cyka??? oto odpowiedź: daj kurze grzędę jeszcze wyżej siędę - mówi stare porzekadło
Na bloga chciał, czy co? Wystarczyło powiedzieć :)
Pokarzę coś jeszcze. Kamizelka. Powstała na motywach Featherweight Cardigan, tylko ilość oczek na tył nabranych znacznie zmniejszyłam i rękawy zrobiłam szersze.
Włóczka:: Kashmir Wnuk, dwa motki.
druty: 4,5 mm
anust ja swoje sweterki z Jeansu YarnArtu piorę ręcznie, chociaż kusi mnie pralka. Pewnie któregoś dnia mnie do końca skusi.
kachazet ja z tym rozmiarem to też ciągle mam problemy. staram się zapisywać, żeby pamiętać z jakich włóczek i jakich drutów co wyjdzie, ale różnie z tym bywa.
jola ta smętnie spuszczona głowa, to z chęci ukrycia tego co ukryte ma pozostać. Bardzo serdecznie się do Was uśmiecham, ale buzia nie nadaje się do publikacji. Ta gadzina nowotwór pozostawił ślady i uśmiech nie prezentuje się zbyt dobrze na zdjęciach. W trosce o wasze sny lepiej go ukryć. Wprawdzie nie wyglądam jak Quasimodo, ale zdjęć własnych nie cierpię.
Przesyłam promienne uśmiechy wszystkim zaglądającym do mnie. Trzymajcie się cieplutko. Spadam do sprzątania i główkowania nad nierozwiązywalnym bałaganem u dziecięcia.
Hurra!!! Jaśminowiec skończony i czeka na cieplejsze dni.
Wymyśliłam sobie rękawy 3/4 i guziczki, że niby zapinane, he he. Udało mi się dostać nawet fajne. Zadowolona ja jestem i na wiosnę czekam z niecierpliwością.
A co dziecię robi jak mama zdjęcia cyka??? oto odpowiedź: daj kurze grzędę jeszcze wyżej siędę - mówi stare porzekadło
Na bloga chciał, czy co? Wystarczyło powiedzieć :)
Pokarzę coś jeszcze. Kamizelka. Powstała na motywach Featherweight Cardigan, tylko ilość oczek na tył nabranych znacznie zmniejszyłam i rękawy zrobiłam szersze.
Włóczka:: Kashmir Wnuk, dwa motki.
druty: 4,5 mm
anust ja swoje sweterki z Jeansu YarnArtu piorę ręcznie, chociaż kusi mnie pralka. Pewnie któregoś dnia mnie do końca skusi.
kachazet ja z tym rozmiarem to też ciągle mam problemy. staram się zapisywać, żeby pamiętać z jakich włóczek i jakich drutów co wyjdzie, ale różnie z tym bywa.
jola ta smętnie spuszczona głowa, to z chęci ukrycia tego co ukryte ma pozostać. Bardzo serdecznie się do Was uśmiecham, ale buzia nie nadaje się do publikacji. Ta gadzina nowotwór pozostawił ślady i uśmiech nie prezentuje się zbyt dobrze na zdjęciach. W trosce o wasze sny lepiej go ukryć. Wprawdzie nie wyglądam jak Quasimodo, ale zdjęć własnych nie cierpię.
Przesyłam promienne uśmiechy wszystkim zaglądającym do mnie. Trzymajcie się cieplutko. Spadam do sprzątania i główkowania nad nierozwiązywalnym bałaganem u dziecięcia.
czwartek, 10 marca 2011
KRECIK BRUNECIK I PARA BIEDRONEK
...a tak mi się skojarzył wiersz Wandy Chotomskiej jak myślę o sweterkach, które dzisiaj chciałabym Wam pokazać. A właściwie to mam zamiar napisać o włóczce, z której są zrobione. To Jeans YarnArtu. Zrobiłam z niej trzy rzeczy i każda ukazała inną właściwość tej włóczki.
Najpierw powstał z niej sweterek - BRUNECIK. To był mój pierwszy sweter jaki w życiu zrobiłam, w lato zeszłego roku. Zainspirowała mnie Ruby by effcia,
Sweterek polubiłam niezmiernie, tylko.... te wypychające się łokcie. Ech. Zrobiłam długi rękaw. Noszę bo go baaardzo lubię. Aż szkoda tych łokci.
Potem stwierdziłam, że skoro z długim rękawem być nie może, to będzie sweterek z krótkim. I zrobiłam:
To moja wersja DAISY KH. Aż wstyd się przyznać, ale nie potrafię robić podkrojów w dzianinach. Ta nauka jeszcze przede mną, więc wymyśliłam sobie, że da się zrobić bez zszywania i od góry. Podumałam, poprzeliczałam i ta dam!!! Mam moja Daisy. Włoczka spisuje się fantastycznie. W lato noszę ją jako bluzeczkę, a w zimę...
noszę jako kamizelkę. Bardzo podoba mi się to połączenie kolorystyczne. Świetnie pasuje do szarości.
Zgadzam się z Małogsią, że na wzorzyste sweterki ta włóczka się nie nadaje, ale w prostych spisuje się znakomicie. Pod warunkiem, że rękawy są krótkie :) trzecia rzecz to bezrkawnik i nie pokarzę go wam, bo ... nie. Wniosek z jego dziergania jest taki, że przy wzorze bardziej obszernym i cięższym włóczka się uciąga. I tak ją lubię i jak złapię parę grosza, to na lato zamierzam jeszcze coś z niej zrobić z krótkim rękawem.Jjest wydajna więc dam radę :)
Właściwie w kwestii tych podkrojów, to nawet popełniłam już jedną rzecz, tylko od dwóch tygodni nie mam odwagi jej zblokować i zszyć. Boję się, że się nie zejdzie i tak leży seledynkowy sweterek po ławą i wzdycha do igły. Jak odwagę nabędę to pokarzę,.... albo nie. Zobaczymy.
Z frontu robótkowego: martwi mnie zastój w Jagódce, ale border wymaga totalnego skupienia i ostrego wzroku, a mnie już drugi dzień trzyma migrena. Nic nie będzie z drutowania. Jagódka musi poczekać jeszcze dzień. A może macie jakieś sprawdzone sposoby na migreny. Ale wiecie nie na takie hrabiowskie, tylko takie ....
Najpierw powstał z niej sweterek - BRUNECIK. To był mój pierwszy sweter jaki w życiu zrobiłam, w lato zeszłego roku. Zainspirowała mnie Ruby by effcia,
Sweterek polubiłam niezmiernie, tylko.... te wypychające się łokcie. Ech. Zrobiłam długi rękaw. Noszę bo go baaardzo lubię. Aż szkoda tych łokci.
Potem stwierdziłam, że skoro z długim rękawem być nie może, to będzie sweterek z krótkim. I zrobiłam:
To moja wersja DAISY KH. Aż wstyd się przyznać, ale nie potrafię robić podkrojów w dzianinach. Ta nauka jeszcze przede mną, więc wymyśliłam sobie, że da się zrobić bez zszywania i od góry. Podumałam, poprzeliczałam i ta dam!!! Mam moja Daisy. Włoczka spisuje się fantastycznie. W lato noszę ją jako bluzeczkę, a w zimę...
noszę jako kamizelkę. Bardzo podoba mi się to połączenie kolorystyczne. Świetnie pasuje do szarości.
Zgadzam się z Małogsią, że na wzorzyste sweterki ta włóczka się nie nadaje, ale w prostych spisuje się znakomicie. Pod warunkiem, że rękawy są krótkie :) trzecia rzecz to bezrkawnik i nie pokarzę go wam, bo ... nie. Wniosek z jego dziergania jest taki, że przy wzorze bardziej obszernym i cięższym włóczka się uciąga. I tak ją lubię i jak złapię parę grosza, to na lato zamierzam jeszcze coś z niej zrobić z krótkim rękawem.Jjest wydajna więc dam radę :)
Właściwie w kwestii tych podkrojów, to nawet popełniłam już jedną rzecz, tylko od dwóch tygodni nie mam odwagi jej zblokować i zszyć. Boję się, że się nie zejdzie i tak leży seledynkowy sweterek po ławą i wzdycha do igły. Jak odwagę nabędę to pokarzę,.... albo nie. Zobaczymy.
Z frontu robótkowego: martwi mnie zastój w Jagódce, ale border wymaga totalnego skupienia i ostrego wzroku, a mnie już drugi dzień trzyma migrena. Nic nie będzie z drutowania. Jagódka musi poczekać jeszcze dzień. A może macie jakieś sprawdzone sposoby na migreny. Ale wiecie nie na takie hrabiowskie, tylko takie ....
Subskrybuj:
Posty (Atom)