Zima na całego. Śniegi, wiatry.... więc akuratny czas by pokazać sweterek. Upragniony, zimowy, cieplutki... "mój ci ON". A zaczęło się od wizyty na blogu Moniki znanej jako MonDu i jej sweterków. Nietypowych, z niesymetrycznym zapięciem i dłuższym tyłem. Ostatnio zupełnie brakuje mi inspiracji. Chęci do dziergania ogromne, a w głowie NIC. W sweterki wsiąkłam za to totalnie. Monika na szczęście to osoba bardzo sympatyczna i pozwoliła "zgapić" wzór. Podpowiedziała jak i co. Tak powstał, chyba już ostatni tej zimy, projekt.
A tu siostra kazała mi się zasłonić, bo taka nieuczesana jestem na tych wszystkich zdjęciach :)
I wydłużony tył, dzięki rzędom skróconym:
Włóczka: Lanagold ALIZE, 5 motków. Ściągacz robiłam na drutach 3,5 mm a sam sweterek na 4,5. Prułam oczywiście trzy razy. Jak już utrafiłam z rozmiarem, to oczywiście rozciągnął się w praniu. Na nic próbki i takie tam. Dobrze, że w tym sezonie królują oversizy, to wygląda na mnie jakby tak miało być. W zamyśle jednak miał być bardziej dopasowany. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo ostatecznie grzeje w dolną cześć pleców znakomicie. Zimowe wiatry są mi więc niestraszne :)
To był projekt na pożegnanie zimy, a teraz coś na powitanie wiosny. Już jakiś czas temu wykończyłam sukienkę, tę musztardową. Nieszczęsny dół obszyłam lamówką i jestem zadowolona. Długość odpowiednia i nawet można pokazać ludzkim oczom mój drugi projekt uszyty na maszynie. Oto sukienka:
Noszona może być do grubych rajstop, a do zdjęć założyłam cienkie kabaretki i stwierdziłam, że tak też jest OK. Wykrój z Burdy 9/2012, szyty już chyba przez większość blogowiczek :) Nawet zamek kryty wszyłam prawie, prawie, prawie dobrze.
I na dzisiaj to wszystko. Łaknę nowych inspiracji.
Pozdrawiam i niech już ta WIOSNA przyjdzie:)
wtorek, 12 marca 2013
niedziela, 27 stycznia 2013
CUDACZEK
W ramach wyrabiania włóczek, które zalegają mi już troszkę w szafie, wynalazłam Alpacę T/25 zakupioną już chyba ze dwa lata temu. Nie bardzo wiedziałam co z niej zrobić, bo kupiłam ją pod wpływem chwili na wyprzedaży. Kupując wiedziałam, ale rozmyśliłam się i tak włóczka przeleżała, aż do obecnych mrozów. Na Raverly znalazłam już jakiś czas temu sweterek, który od razu wydawał mi się ciekawy, aczkolwiek "cudaczek", to jego odpowiednia nazwa The Paris Sweter. Intrygowało mnie, co może powstać po odpowiednim zszyciu prostego prostokąta. I oto co wyjdzie:
Sweter, to jak pisałam wyżej prostokąt. Ja robiłam go ściągaczem 1x1, podwójną nitką. Zużyłam prawie całe dwa motki. Druty 3,5 mm.
Po zrobieniu prostokąta stwierdziłam, że może być za wąski i na jednym, dłuższym boku dorobiłam jeszcze ściągacz, ale już 2x2. I po zszyciu wyszło bardzo ciekawie. Ten naszyjnik to dzieło mojej środkowej siostry Ani. Aż trudno uwierzyć, że to była wprawka w nauce robienia sutaszu. Jest cudny.
Jak widać rękawy się różnią. Jeden jest bardziej gładki, drugi ma wyraźny wzór, ale sweterek nabrał przez to charakteru. Nosi się bardzo wygodnie. Może troszkę jest problemów pod kurtką, ale jest znośnie. Wełenka grzeje też bardzo fajnie, co w obecnych mrozach nie jest bez znaczenia.
I jeszcze "mrówka" zameldowała się do zdjęcia:) bo dawno Go tu nie było.
Dla początkujących w dzierganiu, bardzo dobry projekt na wprawki i naukę robienia prawych i lewych oczek. Wprawdzie gdzieś w połowie można zwątpić, ale wytrwali zostaną nagrodzeni bardzo ciekawym projektem.
Tak aby spełnić obowiązek kronikarski pokazuję jeszcze zimową wersję mgiełki.
Bluzeczka jest węższa, ale zabieg był celowy. Chodziło o to by bardziej grzała. Po raz pierwszy robiłam z czystego merino. Skorzystałam jakiś czas temu z rabatu na bifero i kupiłam Włóczkę Perlata d'Australia 978 Naturale. Miękkość cudowna. Dzianina po praniu prawie nie zmieniła rozmiaru. Cieplutka i miła w noszeniu.
Pozdrawiam cieplutko zaglądających i życzę miłej niedzieli i tygodnia.
Sweter, to jak pisałam wyżej prostokąt. Ja robiłam go ściągaczem 1x1, podwójną nitką. Zużyłam prawie całe dwa motki. Druty 3,5 mm.
Po zrobieniu prostokąta stwierdziłam, że może być za wąski i na jednym, dłuższym boku dorobiłam jeszcze ściągacz, ale już 2x2. I po zszyciu wyszło bardzo ciekawie. Ten naszyjnik to dzieło mojej środkowej siostry Ani. Aż trudno uwierzyć, że to była wprawka w nauce robienia sutaszu. Jest cudny.
Jak widać rękawy się różnią. Jeden jest bardziej gładki, drugi ma wyraźny wzór, ale sweterek nabrał przez to charakteru. Nosi się bardzo wygodnie. Może troszkę jest problemów pod kurtką, ale jest znośnie. Wełenka grzeje też bardzo fajnie, co w obecnych mrozach nie jest bez znaczenia.
I jeszcze "mrówka" zameldowała się do zdjęcia:) bo dawno Go tu nie było.
Dla początkujących w dzierganiu, bardzo dobry projekt na wprawki i naukę robienia prawych i lewych oczek. Wprawdzie gdzieś w połowie można zwątpić, ale wytrwali zostaną nagrodzeni bardzo ciekawym projektem.
Tak aby spełnić obowiązek kronikarski pokazuję jeszcze zimową wersję mgiełki.
Bluzeczka jest węższa, ale zabieg był celowy. Chodziło o to by bardziej grzała. Po raz pierwszy robiłam z czystego merino. Skorzystałam jakiś czas temu z rabatu na bifero i kupiłam Włóczkę Perlata d'Australia 978 Naturale. Miękkość cudowna. Dzianina po praniu prawie nie zmieniła rozmiaru. Cieplutka i miła w noszeniu.
Pozdrawiam cieplutko zaglądających i życzę miłej niedzieli i tygodnia.
niedziela, 20 stycznia 2013
CEKINY... CEKINY... CEKINY...
Witajcie w Nowym Roku!
Trwa karnawał, więc ja tak dostosowując się do klimatu zrobiłam sweterek landrynkowy, błyszczący i puchaty. Początek roku to czas bilansów i postanowień. Ja od czasu "gada" wprawdzie nie robię już takowych, bo jak życie pokazuje to nie ma większego znaczenia. Albo człowiek tych postanowień się nie trzyma, albo życie zaskakuje nas tak, że stają się bezsensowne. Postanowień na nowy rok brak, za to bilans (księgową jestem przecież) zrobiony. I co zobaczyłam na końcu: na wadze parę kilo do przodu i w pasie piękne oponeczki. Zapragnęłam więc takiego sweterka coby to wszystko ukrył. Oversajzik jak najbardziej wskazany. Przebiegle wymyśliłam jeszcze, że jak materia z której go zrobię będzie ciekawa i błyszcząca, co przyciągnie wzrok patrzącego do tych błyskotek, to nikt nie zauważy co kryje się pod sweterkiem. I tak drugiego dnia, nowego roku zakupiłam na e-dziewiarce puchatą (ale bez przesady), mieniącą się i landrynkowo różową Angorę Gold pullu ALIZE. O taką:
W mojej kuchni jak widać już wiosna. Pan B. wie, że uwielbiam tulipany i wczoraj, w taki mróz wykopał gdzieś spod śniegu takie przepiękne kwiaty. Cudne... Dziękuję Kochanie...
Do rzeczy. Na zdjęciu cekiny się poukrywały, ale już pokazuję co z tego powstało.
Na zdjęciach jeszcze "choinkowo", ale dziecię nie bardzo chce się z nią rozstać. Ku pamięci przepis na sweterek wygląda tak: zrobić dwa łańcuszki na szydełku o długości 110 oczek. Nabrać na każdy 100 oczek z dwóch oddzielnych kłębuszków na druty 3,5 mmm. Od razu robiłam tył i przód. Zrobiłam 20 rzędów ściągaczem 1x1. Potem gładkim prawym do długości 24 cm. Połączyłam przód i tył i robiłam już w okrążeniach, odejmując cztery razy po dwa oczka, do pożądanej długości. Na końcu 5 rzędów ściągaczem 1x1. Teraz następuje powrót na górę. Trzeba spruć po 25 oczek z jednej strony dekoltu tak a przodzie jak i na tyle. Oczywiście robić to najpierw na jednym ramieniu, a potem tak samo na drugim. Złapać oczka na druty i połączyć przód i tył trzecim drutem. Potem sprułam pozostały łańcuszek na dekolcie i zamknęłam oczka. Tak powstał korpusik swetra. Na rękawy nabrałam 66 oczek z brzegu swetra. Zrobiłam 115 rzędów gładkim prawym magic-loopem. Odejmowałam po dwa oczka w rzędach: 30, 35,35,55,75,95,105,115. Potem zrobiłam jeszcze pięć rzędów ściągacza 1x1 już na drutach 2,5 mm. Na koniec dekolt obrobiłam jeszcze oczkami rakowymi na szydełku by się nie wyciągał. Nie wiem czy będzie to widać na zdjęciach.
Zużyłam prawie 4 motki włóczki czyli ok. 860 m. Robiło się dobrze, może tylko te cekinki to upierdliwa sprawa, albo ja coś robiłam nie tak, bo ciągle znajdowały się nie po tej stronie roboty co powinny i musiałam przeciągać je na jasną stronę mocy. Teraz już są po właściwej a sweterek rolę spełnia. Świeci, mami wzrok oglądacza i odwraca uwagę swoimi błyskotkami od tego co ukryte pozostać powinno:)
O dziwo sweterek z angory a mało podgryza, a mówi to osoba, która pół dnia będzie się drapać po wełnie. Chociaż nie mam na nią uczulenia.
A teraz mała prośba. W związku z nabyciem maszyny nie tylko dziergam, ale próbuję coś szyć. Już coś tam nieco ukleciłam, ale mam obecnie mały problemik. Na święta powstała sukienka, ale tak to jest jak chce się pomiędzy pracą, chorobą dziecka, własną jeszcze sukienkę szybko wykończyć. W amoku pochorobowym podłożyłam ją za krótko. Wydawało mi się, że będzie dobrze, ale nie jest. Nie znoszę swoich ud, a w tej długości to brrrrrrr. Wystąpiła i owszem na święta w niej, ale teraz brzeg odprułam i błagam o pomoc. Jak rozprasować go, by nie było widać rantu.
Materiału jak widać jest dość by ją wydłużyć. Na dole lamówka, którą przyszyłam by ładnie od spodu wyglądało. Przydało by się teraz zawinąć tylko o tyle, ile jest lamówki. Jednak co zrobić z tym widocznym zaprasowanie z poprzedniego podłożenia. Może ktoś ma na to sposób. Proszę pomóżcie!!!
Na Nowy Rok wszystkim zaglądającym życzę Dobra, Miłości i Zdrowia. Z resztą same sobie poradzimy.
Trwa karnawał, więc ja tak dostosowując się do klimatu zrobiłam sweterek landrynkowy, błyszczący i puchaty. Początek roku to czas bilansów i postanowień. Ja od czasu "gada" wprawdzie nie robię już takowych, bo jak życie pokazuje to nie ma większego znaczenia. Albo człowiek tych postanowień się nie trzyma, albo życie zaskakuje nas tak, że stają się bezsensowne. Postanowień na nowy rok brak, za to bilans (księgową jestem przecież) zrobiony. I co zobaczyłam na końcu: na wadze parę kilo do przodu i w pasie piękne oponeczki. Zapragnęłam więc takiego sweterka coby to wszystko ukrył. Oversajzik jak najbardziej wskazany. Przebiegle wymyśliłam jeszcze, że jak materia z której go zrobię będzie ciekawa i błyszcząca, co przyciągnie wzrok patrzącego do tych błyskotek, to nikt nie zauważy co kryje się pod sweterkiem. I tak drugiego dnia, nowego roku zakupiłam na e-dziewiarce puchatą (ale bez przesady), mieniącą się i landrynkowo różową Angorę Gold pullu ALIZE. O taką:
W mojej kuchni jak widać już wiosna. Pan B. wie, że uwielbiam tulipany i wczoraj, w taki mróz wykopał gdzieś spod śniegu takie przepiękne kwiaty. Cudne... Dziękuję Kochanie...
Do rzeczy. Na zdjęciu cekiny się poukrywały, ale już pokazuję co z tego powstało.
Na zdjęciach jeszcze "choinkowo", ale dziecię nie bardzo chce się z nią rozstać. Ku pamięci przepis na sweterek wygląda tak: zrobić dwa łańcuszki na szydełku o długości 110 oczek. Nabrać na każdy 100 oczek z dwóch oddzielnych kłębuszków na druty 3,5 mmm. Od razu robiłam tył i przód. Zrobiłam 20 rzędów ściągaczem 1x1. Potem gładkim prawym do długości 24 cm. Połączyłam przód i tył i robiłam już w okrążeniach, odejmując cztery razy po dwa oczka, do pożądanej długości. Na końcu 5 rzędów ściągaczem 1x1. Teraz następuje powrót na górę. Trzeba spruć po 25 oczek z jednej strony dekoltu tak a przodzie jak i na tyle. Oczywiście robić to najpierw na jednym ramieniu, a potem tak samo na drugim. Złapać oczka na druty i połączyć przód i tył trzecim drutem. Potem sprułam pozostały łańcuszek na dekolcie i zamknęłam oczka. Tak powstał korpusik swetra. Na rękawy nabrałam 66 oczek z brzegu swetra. Zrobiłam 115 rzędów gładkim prawym magic-loopem. Odejmowałam po dwa oczka w rzędach: 30, 35,35,55,75,95,105,115. Potem zrobiłam jeszcze pięć rzędów ściągacza 1x1 już na drutach 2,5 mm. Na koniec dekolt obrobiłam jeszcze oczkami rakowymi na szydełku by się nie wyciągał. Nie wiem czy będzie to widać na zdjęciach.
Zużyłam prawie 4 motki włóczki czyli ok. 860 m. Robiło się dobrze, może tylko te cekinki to upierdliwa sprawa, albo ja coś robiłam nie tak, bo ciągle znajdowały się nie po tej stronie roboty co powinny i musiałam przeciągać je na jasną stronę mocy. Teraz już są po właściwej a sweterek rolę spełnia. Świeci, mami wzrok oglądacza i odwraca uwagę swoimi błyskotkami od tego co ukryte pozostać powinno:)
O dziwo sweterek z angory a mało podgryza, a mówi to osoba, która pół dnia będzie się drapać po wełnie. Chociaż nie mam na nią uczulenia.
A teraz mała prośba. W związku z nabyciem maszyny nie tylko dziergam, ale próbuję coś szyć. Już coś tam nieco ukleciłam, ale mam obecnie mały problemik. Na święta powstała sukienka, ale tak to jest jak chce się pomiędzy pracą, chorobą dziecka, własną jeszcze sukienkę szybko wykończyć. W amoku pochorobowym podłożyłam ją za krótko. Wydawało mi się, że będzie dobrze, ale nie jest. Nie znoszę swoich ud, a w tej długości to brrrrrrr. Wystąpiła i owszem na święta w niej, ale teraz brzeg odprułam i błagam o pomoc. Jak rozprasować go, by nie było widać rantu.
Materiału jak widać jest dość by ją wydłużyć. Na dole lamówka, którą przyszyłam by ładnie od spodu wyglądało. Przydało by się teraz zawinąć tylko o tyle, ile jest lamówki. Jednak co zrobić z tym widocznym zaprasowanie z poprzedniego podłożenia. Może ktoś ma na to sposób. Proszę pomóżcie!!!
Na Nowy Rok wszystkim zaglądającym życzę Dobra, Miłości i Zdrowia. Z resztą same sobie poradzimy.
środa, 5 grudnia 2012
NETOPEREK I... JEST NAS WIĘCEJ
Wiem... wiem.. nic nie mam na swoje usprawiedliwienie.
Dziergam na drutach, szydełku, szyję... tylko mam ciągły problem ze zdjęciami. Wracamy z Panem B. późno do domu i takie tam...
Już się więcej nie tłumaczę, tylko pokazuję to co mam obfocone.
Ostatnimi czasy powstał NETOPEREK wg wzoru TOTO by Izuss1.
Nie robiłam go w kawałkach, tylko wszystko razem. Tak wygląda rękaw z dodawanymi oczkami:
Zszyty jest na boku i wzdłuż wewnętrznej części rękawa szydełkiem, celowo po prawej stronie. Chodziło mi by szew był widoczny i grubszy.
Zrobiłam go a drutach 3,5 mm. Zużyłam 2 motki Divy ALIZE. Nosi się świetnie.
A mam jeszcze jedno ogłoszenie - Proszę Państwa od 17 listopada jest nas o jedną, przecudną osóbkę więcej.
Oto kto znajdował się w dwupaku, ale już jest z nami:
Kochana Istotka -BASIA, CÓRECZKA MOJEJ NAJMŁODSZEJ SIOSTRY:)
Ciocia udziergała kocyk ( i znowu dzięki opisowi Izy, której chyba powinnam odpalić jakąś działkę za wzory, bo jest dla mnie nieustającą inspiracją).
Basiuni kocyk się chyba podoba.
Dziergam na drutach, szydełku, szyję... tylko mam ciągły problem ze zdjęciami. Wracamy z Panem B. późno do domu i takie tam...
Już się więcej nie tłumaczę, tylko pokazuję to co mam obfocone.
Ostatnimi czasy powstał NETOPEREK wg wzoru TOTO by Izuss1.
Nie robiłam go w kawałkach, tylko wszystko razem. Tak wygląda rękaw z dodawanymi oczkami:
Zszyty jest na boku i wzdłuż wewnętrznej części rękawa szydełkiem, celowo po prawej stronie. Chodziło mi by szew był widoczny i grubszy.
Zrobiłam go a drutach 3,5 mm. Zużyłam 2 motki Divy ALIZE. Nosi się świetnie.
A mam jeszcze jedno ogłoszenie - Proszę Państwa od 17 listopada jest nas o jedną, przecudną osóbkę więcej.
Oto kto znajdował się w dwupaku, ale już jest z nami:
Kochana Istotka -BASIA, CÓRECZKA MOJEJ NAJMŁODSZEJ SIOSTRY:)
Ciocia udziergała kocyk ( i znowu dzięki opisowi Izy, której chyba powinnam odpalić jakąś działkę za wzory, bo jest dla mnie nieustającą inspiracją).
Basiuni kocyk się chyba podoba.
WITAJ KOCHANIUTKA WŚRÓD NAS I GRATULACJE SIOSTRZYCZKO:))))
wtorek, 30 października 2012
niedziela, 21 października 2012
UTKNĘŁAM
Utknęłam w jakiejś czasoprzestrzeni, w której czas biegnie szybciej. Wykrawam małe chwile na hobby i chwilowo zamieniłam druty na szydełko - moje dawne szaleństwo. W związku z zamówieniem na szydełkowy obrus, nie ma czasu na wiele. Niby już zrobiony, ale okazało się, że trzeba jeszcze dorobić 10 cm. Obrus jest duży, bo obecnie mierzy 165/95 cm i prezentuje się tak:
Już myślałam, że go nie zacznę. Wzór jest po francusku a ja tego języka totalnie nie znam. Dobrze, że kiedyś już robiłam mniejsze serwety na szydełku, to po dwudniowej zadumie w końcu wykombinowałam jak się go zaczyna. Obecnie przebiega jego mała poprawka.
W międzyczasie powstał jeszcze kocyk dla Marsjanki, bo coś usilnie stara się wydostać na ten świat, chociaż to jeszcze nie czas. Siostra nie może zdecydować się na imię, więc obecnie moja siostrzenica nosi imię - Marsjanka, bo przebywa w takim "kosmicznym" środowisku.
Jak prezent zostanie wręczony i niunia nim opatulona to obiecuję zdjęcia.
A teraz czas na kolejne moje Szaleństwo. Tak, tak... mało mi było drutów, szydełka, zabawy filcem... Po tym wszystkim przyszedł czas na maszynę do szycia. Ostanie miesiące to czas urodzinowo-imieninowy i w ramach otrzymywania prezentów zarządziłam składkę na maszynę. Dzięki kochanej rodzinie, mężowskiej ciężkiej pracy i zamówieniu na obrus kwota pozwoliła na zakup Singera 4423. Konsultacji w tej dziedzinie zaciągnęłam u Intensywnie Kreatywnej, za co ogromnie jej dziękuję.Nigdy nie szyłam na maszynie, ale jak się ma super sprzęt to i nauka jest łatwiejsza. Pierwsza, prototypowa spódnica chyba pójdzie do kosza. Materiał koszmarnie się siepał, jak nie mam bladego pojęcia o szyciu, a zanim opanuję rozmiarówkę Burdy to minie jeszcze jakiś czas. Po pierwszej porażce podeszłam do sprawy metodycznie. Zmieniłam materiał, zakupiłam odpowiednie igły do dzianiny, zmniejszyła rozmiar z Burdy, kroiłam pomalutku, fastrygowałam, fastrygowałam, fastrygowałam.... i ta dam!!! powstała spódnica nr 2. Mam nadzieję, że noszalna. Góry Wam nie pokarzę, bo raczej powinna być zasłaniana. Suwak nie do końca wszyty jak trzeba. Wymaga nieco zasłaniania, ale bedę nosiła i tyle, a oto delikwentka:
Oczywiście Pan B. nie poinformował mnie o artystycznym zmarszczeniu golfu na wysokości klatki, ale trudno. Zdjęcia są jakie są. Wiem, że marszczy się tu i tam, ale już bardzo ją lubię. To nowe szaleństwo jest bardzo przyjemne:) Drutów oczywiście nie porzucam bo wydają mi się bardziej przyjazne:) jak tylko znajdę gdzieś jakieś rezerwy czasu, to powstaną sweterki, ale chwilowo motki czekają cierpliwie w "skrzyni skarbów", ale już niedługo...niedługo... mam nadzieję
Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego...
....a zapomniałam powiedzieć, że moje maleńswo już nie takie maleńkie...
Już myślałam, że go nie zacznę. Wzór jest po francusku a ja tego języka totalnie nie znam. Dobrze, że kiedyś już robiłam mniejsze serwety na szydełku, to po dwudniowej zadumie w końcu wykombinowałam jak się go zaczyna. Obecnie przebiega jego mała poprawka.
W międzyczasie powstał jeszcze kocyk dla Marsjanki, bo coś usilnie stara się wydostać na ten świat, chociaż to jeszcze nie czas. Siostra nie może zdecydować się na imię, więc obecnie moja siostrzenica nosi imię - Marsjanka, bo przebywa w takim "kosmicznym" środowisku.
Jak prezent zostanie wręczony i niunia nim opatulona to obiecuję zdjęcia.
A teraz czas na kolejne moje Szaleństwo. Tak, tak... mało mi było drutów, szydełka, zabawy filcem... Po tym wszystkim przyszedł czas na maszynę do szycia. Ostanie miesiące to czas urodzinowo-imieninowy i w ramach otrzymywania prezentów zarządziłam składkę na maszynę. Dzięki kochanej rodzinie, mężowskiej ciężkiej pracy i zamówieniu na obrus kwota pozwoliła na zakup Singera 4423. Konsultacji w tej dziedzinie zaciągnęłam u Intensywnie Kreatywnej, za co ogromnie jej dziękuję.Nigdy nie szyłam na maszynie, ale jak się ma super sprzęt to i nauka jest łatwiejsza. Pierwsza, prototypowa spódnica chyba pójdzie do kosza. Materiał koszmarnie się siepał, jak nie mam bladego pojęcia o szyciu, a zanim opanuję rozmiarówkę Burdy to minie jeszcze jakiś czas. Po pierwszej porażce podeszłam do sprawy metodycznie. Zmieniłam materiał, zakupiłam odpowiednie igły do dzianiny, zmniejszyła rozmiar z Burdy, kroiłam pomalutku, fastrygowałam, fastrygowałam, fastrygowałam.... i ta dam!!! powstała spódnica nr 2. Mam nadzieję, że noszalna. Góry Wam nie pokarzę, bo raczej powinna być zasłaniana. Suwak nie do końca wszyty jak trzeba. Wymaga nieco zasłaniania, ale bedę nosiła i tyle, a oto delikwentka:
Oczywiście Pan B. nie poinformował mnie o artystycznym zmarszczeniu golfu na wysokości klatki, ale trudno. Zdjęcia są jakie są. Wiem, że marszczy się tu i tam, ale już bardzo ją lubię. To nowe szaleństwo jest bardzo przyjemne:) Drutów oczywiście nie porzucam bo wydają mi się bardziej przyjazne:) jak tylko znajdę gdzieś jakieś rezerwy czasu, to powstaną sweterki, ale chwilowo motki czekają cierpliwie w "skrzyni skarbów", ale już niedługo...niedługo... mam nadzieję
Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego...
....a zapomniałam powiedzieć, że moje maleńswo już nie takie maleńkie...
wtorek, 31 lipca 2012
HURTOWO...
Ja to oczywiście do systematyczności blogowej się nie zmuszę. Łapię tylko takie chwile, gdy z rzeczywistości wyrywają mnie niespodziewane okoliczności. Dzisiaj znalazłam czas, ponieważ synka dopadła jakaś żołądkowa wirusówka, więc siedzimy w domu. Dopadłam też fotografa w osobie mojego kochanego "dwupaczka" z poprzedniego postu. Siostra zabrała się do pracy ostro i powstała sesja fotograficzna ostatniego "urobku". Dzisiaj mało słów dużo obrazków. Zapraszam:
MARYNARSKI kardigan na pierwszy ogień. W końcu mamy lato:)
Włóczka Jeans YARN ARTu, druty 3,5 mm i 17 guziczków. Wzór to oczywiście RUBY effci.
Dwa to SORBET by Izzus. Na taką bluzeczkę miałam ochotę już dawno. Już zaczęłam nawet główkować nad wzorem, a tu niespodziewanie Iza zamieściła na blogu coś co było spełnieniem moich marzeń. Stwierdziłam więc, że po co wyważać otwarte drzwi, jak mam wzór podany na talerzu. Dziękuję Ci Izo ogromnie:))))
Włóczka - DIVA Missisipi ALIZE, która pokochałam niezwykle. Dzianina jest świetna na lato, chłodniutka i przemiła dla ciała. Kolory obłędne. Szkoda, że zdjęcia tego nie oddają. Dużo bardziej podoba mi się sposób jej farbowania niż w nitkach BD. Niestety skopałam troszkę bluzeczkę, bo za mocno ją rozprasowałam i dekolt jest zbyt duży. Wymyśliłam więc noszenie jej na jedno ramie.
Z końcówek włóczki po marynarskim powstała jeszcze jedna bluzeczka, nazwana przeze mnie OLIMPIJKĄ, bo zrobiłam ją podczas oglądania otwarcie olimpiady i następnego dnia. Powstała więc w tempie błyskawiczny. Projekt własny, choć nie ciasny. Chodziło tylko o wykończenie resztek nicie a wyszło całkiem fajnie. Przy robieniu góry dodałam tylko oczka na poszerzenie części z rękawkami i wyszły takie śmieszne bufki. Na szczęście nie są zbyt wielki i nie wyglądam jak paker:)
Jedyną jej ozdobą są lewe oczka na kawałku dekoltu. Olimpijka jest prosta do bólu.
Zdjęcia robione były jeszcze z mokrą dzianiną. Śmiesznie było i przyjemnie zarazem, w taki upał założyć na ramiona jeszcze lekko mokrawą bluzeczkę. Muszę powiedzieć, że to niezła ochłoda :)
I na koniec obiecana Dhalia z poprzedniego wpisu. Tu należy docenić mój hart ducha, bo w takim upale robienie zdjęć w grubym sweterku groziło ugotowaniem. Ale dzielna byłam i zdjęcia są:
Włóczka to zwykły akryl, więc totalnie się nie blokuje. Sweter potraktowałam żelazkiem, ale i to niewiele dało. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że samą gładką część powinnam zrobić na większych drutach i byłoby lżej. Nie narzekam jednak, bo sweterek bardzo lubię i jak tylko jest zimniej noszę bardzo chętnie.
Na dzisiaj i jakiś czas to wszystko. Systematyczności nie obiecuję i zmykam oglądać Naszych siatkarzy, bo jeszcze mecz przegrają:)
Dobrego Dnia
MARYNARSKI kardigan na pierwszy ogień. W końcu mamy lato:)
Włóczka Jeans YARN ARTu, druty 3,5 mm i 17 guziczków. Wzór to oczywiście RUBY effci.
Dwa to SORBET by Izzus. Na taką bluzeczkę miałam ochotę już dawno. Już zaczęłam nawet główkować nad wzorem, a tu niespodziewanie Iza zamieściła na blogu coś co było spełnieniem moich marzeń. Stwierdziłam więc, że po co wyważać otwarte drzwi, jak mam wzór podany na talerzu. Dziękuję Ci Izo ogromnie:))))
Włóczka - DIVA Missisipi ALIZE, która pokochałam niezwykle. Dzianina jest świetna na lato, chłodniutka i przemiła dla ciała. Kolory obłędne. Szkoda, że zdjęcia tego nie oddają. Dużo bardziej podoba mi się sposób jej farbowania niż w nitkach BD. Niestety skopałam troszkę bluzeczkę, bo za mocno ją rozprasowałam i dekolt jest zbyt duży. Wymyśliłam więc noszenie jej na jedno ramie.
Z końcówek włóczki po marynarskim powstała jeszcze jedna bluzeczka, nazwana przeze mnie OLIMPIJKĄ, bo zrobiłam ją podczas oglądania otwarcie olimpiady i następnego dnia. Powstała więc w tempie błyskawiczny. Projekt własny, choć nie ciasny. Chodziło tylko o wykończenie resztek nicie a wyszło całkiem fajnie. Przy robieniu góry dodałam tylko oczka na poszerzenie części z rękawkami i wyszły takie śmieszne bufki. Na szczęście nie są zbyt wielki i nie wyglądam jak paker:)
Jedyną jej ozdobą są lewe oczka na kawałku dekoltu. Olimpijka jest prosta do bólu.
Zdjęcia robione były jeszcze z mokrą dzianiną. Śmiesznie było i przyjemnie zarazem, w taki upał założyć na ramiona jeszcze lekko mokrawą bluzeczkę. Muszę powiedzieć, że to niezła ochłoda :)
I na koniec obiecana Dhalia z poprzedniego wpisu. Tu należy docenić mój hart ducha, bo w takim upale robienie zdjęć w grubym sweterku groziło ugotowaniem. Ale dzielna byłam i zdjęcia są:
Włóczka to zwykły akryl, więc totalnie się nie blokuje. Sweter potraktowałam żelazkiem, ale i to niewiele dało. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że samą gładką część powinnam zrobić na większych drutach i byłoby lżej. Nie narzekam jednak, bo sweterek bardzo lubię i jak tylko jest zimniej noszę bardzo chętnie.
Na dzisiaj i jakiś czas to wszystko. Systematyczności nie obiecuję i zmykam oglądać Naszych siatkarzy, bo jeszcze mecz przegrają:)
Dobrego Dnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)







