wtorek, 8 marca 2011

Maliny ze śmietaną

Wszyscy już z niecierpliwością czekają na wiosnę, a mi się dzisiaj lata zachciało.
Założyłam do pracy sweterek w kolorze malin ze śmietaną i  tak zamarzyłam za lodami. Dziecię jeszcze na antybiotyku, więc chwilowo o takim deserku muszę zapomnieć.
Wdzianko robiłam  zainspirowana Ribbed Jacket Gedifry jeszcze przed erą blogową. Robiła go Izuss. Mój ma długie rękawy i zapina się na trzy ... zapinki?, bo nie wiem jak to określić.

to nie są niepochowane nitki , tylko jakieś odbicia w szafie, nie mam pojęcia dlaczego



włóczka to IDEAL, 6 motków
druty: 3,5 mmm i 2,5 mm
 Planowałam nawet fotki na ludziu, ale jak ludź wrócił z pracy to Pana B. w domu nie było, a i aparat wywędrował do mężowskiej pracy. Musiałam poczekać na powrót Pana B. do domowych pieleszy (jak powszechnie wiadomo, po drodze, w dzień Kobiet obowiązuje postój w sklepie z łakociami lub kwiatkami; Pan B. wybrał wariant korzystny również dla siebie, czyli łakocie), a w stroju wyjściowym mi się nie chciało czekać. Stąd zdjęcia wieszakowe.
 Z frontu robótkowego wieści są następujące. Jaśminowiec skończony, zblokowany, czeka w pracy na wizytę w pasmanterii po guziczki.
Purity, zwana przeze mnie Jagódką ma już korpusik,

a bez prucia oczywiście się nie obeszło. Czeka mnie teraz ok. 400 oczek. Będę dzielna. Podejmę wyzwanie. A co tam. Raz kozie śmierć, chociaż te angielskie opisy mnie przerażają. Jednak wolę schematy. Przynajmniej wiadomo jak mniej więcej wzór powinien wyglądać.
Jakoś tak dzisiaj owocowo mi wyszedł ten post.
Pozdrawiam Was więc letnio i wszystkiego najlepszego CUDOWNE KOBIETY.

piątek, 4 marca 2011

HISTORIA JEDNEGO PŁASZCZYKA

Na początek:
_______________________________________________________________________
Wiecie co to jest? Gruba kreska, która kończę tę niemiłą sytuację z poprzedniego posta. Już mi przeszło. Za wszystkie miłe słowa OGROMNE DZIĘKI. Nie poddam się tak łatwo.

A teraj przejdźmy do sedna temamtu dzisiejszej opowieści. Pokarzę Wam dzisiaj moje dziergadełko, z którego jestem dumna - nieskromnie mówiąc. Zaczęlo się bardzo niewinnie. Znalazłam w internecie kiedyś taki płaszczyk:

Zachorowałam na maksa. Znalazłam opis i tu totalna porażka. Był po francusku. Język ten, niestety jest mi całkowicie obcy. Nie mogłam znaleźć nikogo, kto by go przetłumaczył. Zrezygnowałam, chociaż dzięki Adze-Ciaparze z forum u Maranty, gdzieś w tyle głowy tliła się myśl, żeby zaimprowizować. Długo nie miałam odwagi, bo zbyt wprawna to ja nie jestem w improwizowaniu. Jak jednak mówią " co się odwlecze, to nie uciecze". W przypływie jakieś gotówki, kupiłam w biferno włoczkę NAKO Superlams Special, ta od Shalomka. Leżała, leżała, nabierała mocy. Jakoś tak po Nowym Roku zlazłam w rosyjskiej gazetce opis do warkoczowego sweterka, robionego w poprzek. Myślę sobie, płaszczyk odpuszczam. Za wysokie progi na moje nogi. Zrobiłam sweterek. Jakież było moje zdziwienie, gdy po zamoczeniu go i zblokowaniu włóczka wyciągnęła się do rozmiarów płaszczyka. I ta dam:






MAM, MAM WYMARZONY PŁASZCZYK NA WIOSNĘ. Zdjęcia na ludziu będą, jak przyjdzie ocieplenie lub oziębienie i będzie odsłona wyjściowa. Dzisiaj występuję w odsłonie codziennej czyli dresie, bo mały Pan B. przecież chory i dzisiaj moja kolej na opiekę, bo duży Pan B. to już musi pracować.
Jak to jednak warto marzyć.
dane techniczne:
włoczka:NAKO Suprelambs Special i tu zaskoczenie: 5 motków, sama byłam w szoku.
druty: 5 mm.
Mój jaśminowiec ma już jeden rękaw, drugi się robi. Ja postanowiłam do sprawy braku środków finansowych podejść jak do wyzwania. Może przyszedł czas na zrealizowanie tych projektów, na które mam już włóczkę, a które leża już do jakiegoś czasu w pudełku.  na druty wrzucę więc :


 Motki proszą się już chyba od roku w zamianę na chustę PURITY. Podchodzę do tego projektu jak pies do jeża, bo z angielskiego wzór chusty tłumaczę pierwszy raz i nie wiem co z tego wyjdzie. Będę improwizować na bieżąco.

GO i Mario z Podgórza Przemyskiego macie rację z tymi szmateksami, tylko ja nie jestem w tym dobra. Byłam w nich tylko kilka razy i ja po prostu nie potrafię. Przytłaczają mnie te miejsca, wpadam w panikę od ilości rzeczy i ludzi, wychodzę z pustymi rękami.
Wełaniana Skarpetko, tak na gorąco, co do tego sweterka niebieskiego. Robiłam go od góry. Nabrałam 108 oczek i  podzieliłam:
przód -20/2/rękaw -10/2/tył -40/2/rękaw-10/2/ przód-20
Oczka na raglan dodawałam z dwóch stron tych -/2/oczek w rzędach parzystych. Nieparzyste rzędy na lewo.
 Niestety nie zrobiłam notatki dokładnie, do którego rzędu je dodawałam, ale jak stwierdziłam, że dosyć mam na przody i tył, to oczka dodawane od strony rękawów przerabiałam normalnie (rękawy ciągle się powiększały), a te dodane po stronie tyłu i przodów przerabiałam w rzędach nieparzystych razem, żeby nie powstawało poszerzenie a jedynie udawany wzór raglanu (oj, coś chyba zawile tłumaczę). gdy miałam już 60 cm długości robótki rękawy odłożyłam na dodatkowe druty, a tył i przody połączyłam. Zrobiłam jeszcze 8 rzędów normalnego dołu i ściągacz. Nie zrobiłam niestety notatki ile dodałam rzędów w rękawach, ale to chyba zależy jak ktoś chce mieś je długie. Pełna dowolność. Improwizowałam. Świetnie metodę robienia swetrów od góry roztłumaczyła Antonina, od której uczę się nieustannie. Plisę i kołnierz robiłam dobierając oczka wzdłuż robótki. Nienawidzę zszywania dzianiny.

Na dzisiaj to tyle. Życzę Wam miłego i tak słonecznego dnia, jaki jest za moim oknem.

czwartek, 3 marca 2011

MUSZĘ BO SIĘ UDUSZĘ, czyli jak zostać spamerką nawet tego nie wiedząc


Jak widać skazana jestem na przeplatanie radości ze smutkiem. Kiedy już dzisiaj mój humor się poprawił, po zajrzeniu na bloga i przeczytaniu komentarzy, to ŁUP. Dobrze być nie może.  Zostałam oskarżona o spamowanie. Pod niektórymi Waszymi postami pojawił się wpis :
Anonimowy pisze...
http://gosinoweszalenstwa.blogspot.com/
pomóżmy tej dziewczynie, bo warto!!!
I się zaczęło. Ja osiołek nawet nie podejrzewałam, że to coś złego jak napisze o swoich nieszczęściach, że mogę zostać oskarżona o to, że chcę sobie zaskarbić komentarzy  i obserwatorów. Że biorę Was na litość. Nie o litość mi chodzi a o życzliwość.
Kochane Dziewczyny, inspiracją do zaczęcia pisania bloga była fascynacja kilkoma blogami, które znalazłam w sieci próbując rok temu nauczyć się robienia na drutach. Ja blondynka, nawet nie pomyślałam, że można wiedzy szukać na blogach. Olśnienie przyszło gdy znalazłam blog Dagny, powszechnie znanej. Potem znalazłam i zainteresowałam się jeszcze kilkoma. Nauczyłam się od Was praktycznie wszystkiego. Nieświadome tego, prowadziłyście mnie w świat drutów i włóczek. Inspirowałyście nawet o tym nie wiedząc. Cudem, jak na dzisiejsze czasy, jest Wasze wzajemne wspieranie się, pomaganie sobie nawzajem.
O ja głupia. Myślałam, że pokarzę Wam czego mnie nauczyłyście. Poddam się waszej ocenie, jako moim mistrzyniom i nauczycielkom.
Nawet do głowy mi nie przyszło, by zostawiać taki komunikat pod Waszymi postami. Jak pisałam w odpowiedzi osobie Anonimowej, która mi zarzuca spamerstwo, ja nawet wstydzę się zostawiać komentarze pod Waszymi postami, bo gdzież mi uczennicy oceniać nauczycielki.
Przepraszam jeśli teraz się obrazicie, ale pisze prawdę. Każdy komentarz i Obserwator na moim blogu jest mile widziany, ale nigdy nie zniżyłabym się do tego by wykorzystywać nieszczęścia, których i tak mam już po dziurki w nosie, do żebrania o komentarze.
Wczoraj naprawdę miałam sądny dzień. Chciałam po prostu wylać to z siebie. Wyżalić. Tyle. Czasem nie da się inaczej.
Zakładam, że osoba która zamieszczała te wpisy chciała mi pomóc i zmobilizować społeczność blogerską do wsparcia. Dziękuję jej ogromnie. Szkoda, że zrobiła to anonimowo, bo teraz  na mnie spada odium spamerki. Trudno. Widocznie po raz kolejny ukarano moją naiwność. Bo ja niestety jestem naiwna. Mnie ten komentarz ucieszył, że kogoś obchodzę. Do głowy mi nie przyszło, że to komuś przeszkadza.
Nie potrafię udowodnić, że na wasze blogi trafiłam w odwrotną stronę. Najpierw zobaczyłam komentarz u siebie a potem zapisałam się jako Obserwator w Waszych blogach.
Ten blog miał być również próbą odwdzięczenia się, że tak dużo mogłam się od Was nauczyć. Chciałam podzielić się zdobytą wiedzą z kolejnymi, które chcą uczyć się drutów i pokazać, że można nawet jak się nie ma mamy ani babci, które pokażą jak to się robi. Bo są na świecie osoby, które tą wiedzą dzielą się bezinteresownie.
Przepraszam Was wszystkie jeszcze raz za ten wpis pod waszymi postami. To naprawdę nie ja. Nie potrafię tego udowodnić. Macie tylko moje słowo. A osobę, która to uczyniła proszę o zaprzestanie tego. To nie jest miłe przeczytać taki komentarz na swój temat.:

Anonimowy pisze...
Napiszę anonimowo, podobnie jak osoba /pewnie autorka/, która łazi po blogach i prosi o wsparcie dobrym słowem niejakiej Gosi i zostawia linka do tego bloga.
Nie wiem, czy chce kogoś ta osoba złapać na litość czy coś, ale załatwiła sobie świetną anonimową reklamę swoich gosiNOWYCH SZALi. Bezczelność! Pierwszy raz spotkałam się z tak bezczelnym zdobywaniem obserwujących do bloga i szukanie ludzi do komentarzy. SZOK!
Oczywiście pewnie ten komentarz zostanie usunięty przez autorkę, jako niekorzystny dla niej samej.

Szczególnie jak jest się informatycznym przedszkolakiem. Ja nie potrafię w swoim blogu wyłączyć nawet ochrony antyspamowej.
Nad pisaniem dalszym bloga jeszcze się zastanowię.
Życzę miłego dnia.

Proszę, nie piszcie pod tym postem komentarzy. Nie o obronę lub naganę mi chodziło. Przykro mi jak widzę oszczerstwa na mój temat i tyle, a burzy nie chcę wywoływać i dzielić wspaniałej społeczności.

PODZIWIAM WAS WSZYSTKIE I WASZE CUDOWNE RĘCE, KTÓRE POTRAFIĄ WYCZAROWAĆ TAKIE ŚLICZNOŚCI. DZIĘKUJĘ ZA CALE WSPARCIE JAKIEGO DOŚWIADCZAM. NIECH BÓG WAM WYNAGRODZI KAŻDE DOBRO.

środa, 2 marca 2011

NAPRAWIACZE HUMORU

Wróciłam do domu, po pracy z wisielczym humorem i zobaczyłam dwie uśmiechnięte Gęby :) Moje, ukochane, własne, osobiste : Pan B. i jego potomek też B., ale z imienia B-Bartłomiej. Kocham ich bezgranicznie. Przytulą,  dobre słowo rzekną, zdjęcia sweterka zrobią i świat, choć na jeden wieczór zaczyna ograniczać się do maleńkiego świata naszej rodzinki.
Na poprawę humory wparowałam do kuchni, klopsy na jutro dla chorującego i jego opiekuna ugotowałam, ciasto na ......


.... kto zgadnie na co wrzuciłam do automatu? Tak, tak, to nowoczesny sposób oprószania pączków, a właściwie Kasztanków wg przepisu z mojego ukochanego bloga mojewypieki.
 Sposób nowoczesny, a tradycja zachowana. Z powodu nieustannych wyrzutów sumienia, z winy wagi, postanowiłam je zagłuszyć robiąc minimalistyczną wersję pączków.


Zapraszam na poczęstunek. Wpadajcie szybko, bo zostawiłam miskę w kuchni bez opieki. Pan B śmieje się, jak ja krzyczę: "to na jutro, na Tłusty Czwartek",  że przetrzymają..... do godz. 0:01. Bartuś też zachwycony, bo wersja z cukrem pudrem a z lukrem to On nie chce.
A teraz zdjęcia sweterka. Wszyscy go znają Endless Cardi.

Z paskiem, chociaż bardzo go lubię też bez:



Dzisiaj, jakoś tak pierwszy raz przymierzyłam go do góry nogami. Fajnie wygląda, jak bolerko.

włoczka: Angora RAM, dwa motki
druty: 4,5 mm.
Włoczka sympatyczna, tylko się rozciąga. Dzisiaj zrobiłabym go o co najmniej 30 oczek krótszego. Zbytnio się rozdziawia u góry i guzik musiałam przeszyć dalej od brzegu. Ogólnie fason super, marzy mi się wersja z jakiejś bawełny, bardziej letnia. Ciekawa jestem jak by wyszedł z takiej letniej włóczki.
Pozdrawiam Was wszystkie, dziewczyny, które przesyłacie mi tyle ciepłych i życzliwych słów. Dzięuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję.
Życzę Wszystkim dobrej nocy i miłego Tłustego Czwartku :)

MAM DOSYĆ!!!!!!!!!!!


Mój kielich cierpliwości się kończy. Jeszcze kropelka i będzie kolejny potop na świecie. Bo ile można w życiu znieść.
Wiem, wiem. Dużo. „Złoto hartuje się tyglu”. Ale moja złota próba chyba jakaś taka bardziej tombakowa. Roztapia się i znika.
Nie mam już siły na zmaganie się z wszystkimi problemami. Nowotwór – przetrzymałam, śmierć cioci (wypadek samochodowy), mamy (nowotwór dróg żółciowych, który zabrał ja w sześć miesięcy) – przetrzymałam, bo nie powiem, że się pogodziłam, krwotok wewnętrzny w styczniu – przetrzymałam, powrót do pracy po dwóch tygodniach, bo Pan Doktor stwierdził, że zwolnienie dostaje się na laparoskopię, a nie na krwotok i pęknięty jajowód – przetrzymałam. Ciągle sobie tłumaczę takie jest życie. Takie od trzech lat. A ja mam dopiero 37!!!
Dzisiaj jednak, już się po babsku poryczałam. Dziecko płacze, bo boli go ucho. Jedziemy z mężem. do przychodni, w której synek leczy się już lata, a Pani rejestracji „Lekarz już u nas nie pracuje. Odmawiam przyjęcia dziecka, proszę sobie szukać innej placówki. W końcu tyle ich jest”. Do k… nędzy, gdzie ich tyle jest!!!!!!!!!! W Siedlcach. W Siedlcach NFZ. Nie podpisał kontraktów!!!!!!!!!! Przychodnie laryngologiczne, prywatne nie przyjmują od nowego roku. Nikt nie ma kontraktu. Mąż zjeździł pół Siedlec i wszędzie usłyszał to samo. SŁUŻBA ZDROWIA, jaka Służba???? Gdzie???? Kiedy??? Przed wojną była Służba, teraz to jest czysty biznes. Po co kontrakty, idź człowieku prywatnie to Cię wyleczą. A tato mój lecząc się na ucho prywatnie, zaliczył trzy wizyty po 70 zł każda, a Pani nawet wymazu nie zrobiła i w końcu wylądował na trzy tygodnie w szpitalu, na końskich antybiotykach.
Czuję się jak zaszczuty pies. Mąż na prywatną firmę, a od stycznia nie może nic zarobić, bo Ciągle musi się nami opiekować. Zamiast dzisiaj jechać do firmy, pół ranka szukał lekarza i nie dość, że wylądował jednak prywatnie, wydał kasę, to jeszcze nic nie zarobi. Ile da się ciągnąć na jednej pensji, okrajanej jeszcze dodatkowo co miesiąc o zwolnienia.
Uciekam w świat drutów, wplątuję w niteczki te moje troski, ale nawet na te niteczki już kasy nie mam.
Ech, życie!!!!
Jutro będzie lepiej, a może nie?
Jaśminowiec jęczy o rękawy, a mi się nawet nie chce spojrzeć do koszyka z robótkami. To chyba już coś nie tak…………………..

poniedziałek, 28 lutego 2011

Chcę wiosny

Tak bardzo już tęsknię za wiosną. Kiedy w pracy, przez okno,pięknie grzeje mnie słoneczko, zaczynam ją już pomalutku czuć. Skrada się gdzieś tak nieśmiało. Mam nadzieję.
Z myślą o wiosennych spacerach, zrobiłam niedawno ten sweterek.

Może to jego kształt przypominający motyla, może kolor jak niebo, skłoniły mnie bym męczyła się dzisiaj pod kurtką z dużymi rękawami. Nie zraziło mnie to, do założenia go. Może przywołam wiosnę.

Można go nosić jako narzutkę. Wyglądam jak średniowieczny giermek, he, he.

Dane techniczne :
- włóćzka Ideal Bergere de France (kolor: jasny dżins, nr 23587) kupiona w moim ulubionym sklepie zamotane, 6,5 motka;
- druty 3,5. i 3 mmm;
- wzór wymyślony, powstał z połączenia dwóch inspiracji z gazetki Katia.
Nie trzeba zszywać. Robiony od góry.

niedziela, 27 lutego 2011

Jak stare z nowym się przeplata

Leniwe poranki zawsze nastrajają mnie filozoficznie.
Dzisiaj garść refleksji jakie mnie nurtują już od jakiegoś czasu. Już dawno spece od mody powtarzają trendy i fasony sprzed paru dekad. Coś dodadzą ,coś odejmą i cieszą się, że mają nowy trend.
W wakacje dostałam od cioci książki o dzianinach i doznałam nagle olśnienia. Są stare, sprzed trzech dziesięcioleci, ale jakie fascynujące. A tu wzory, które dzisiaj są hitem wszystkich książek o dzianiu, wzorów szalowych: ostrygi, podwójne liście, niedźwiedzia łapka. Tu wprawdzie nazywają się czasami inaczej, ale to to samo. Po zagłebieniu się w ich lekturę to co dla mnie, początkującej dziewiarki, było tajemnicą gazetowego żargonu dziewiarskiego, nagle stało się proste i zrozumiałe.W starych książkach (obecnie na tapecie mam "Nowe sploty" Ireny Szymańskiej) autorka się postarała tak dokładnie rozpisać każde oczko, sposób ich przerabiania, przekładania drutów, że to aż fascynujące. Przed "erą" tych książek, źródłem mojej wiedzy był internet i gazetki o robieni na drutach i może ja jestem jakaś mało pojętna (chociaż szczerze powiedziawszy po skończeniu w liceum klasy mat-fiz i studiach ekonomicznych myślałam, że wzory nie będą dla mnie zagadką) wylałam morze łez nie mogąc pojąć co to do diaska jest to "pojedyncze przeciągnięcie". Wyobraźnie - MAM, zdolności manualne - OD DZIECKA też posiadam, a tu taki klops. Jak już pojęłam, to i tak  do wakacji wciąż miałam wątpliwości czy na pewno to dobrze robię. Widziałam na blogach, że nie tylko ja.
A Pani Irena tłumaczy, dla zainteresowanych cytuje:
"1 oczko prawe zgubione lub jedno oczko prawe zgubione na prawo: 1 oczko przerobić na prawo, następne oczko przełożyć na prawy drut bez przerobienia i lewym drutem przeciągnąć oczko przerobione przez to nie przerobione" TA DAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! zrozumiałam i upewniłam się jak to idzie.
Wiem, wiem, doświadczone się uśmiechną, ale ja jak to przeczytałam i zobaczyłam obrazek, to jakbym prawo ciążenia odkryła.
I jeszcze jedna refleksja w temacie nauki robienia na drutach. Czy współczesnym autorom to się już nie chce, tak dokładnie tłumaczyć. Czy nie mogą zrozumieć, że pisząc podręczniki to trzeba się w wyobraźni zniżyć do poziomu kogoś kto pierwszy raz czyta schemat, plącze mu się nitka, a tak bardzo chce się czegoś nauczyć. Wiem, wiem, że najlepiej uczyć się od kogoś, ale ja nie mam od kogo. W mieście gdzie mieszkam, na warsztaty nie ma co liczyć, mamy i babci już nie mam, ciocia która potrafi robić na drutach na drugim końcu Polski. Zostają mi więc gazety, książki, internet. swoją drogą ciekawa jestem jak w dzisiejszych czasach zdobywa się wiedzę na temat rękodzieła? Ok. koniec narzekania.
Teraz pokazywactwo:
Sweterek zainspirowany prze Fiubzdziu
Kasia robi w częściach, od dołu swoje sweterki. Ja nie znoszę zszywania. Pomyślałam, pokombinowałam, wzorek wprawdzie do góry nogami, ale udziergałam. Noszę, lubię, chociaż Kaszmir Madam Tricote, trochę się mechaci.
A obecnie na drutach JAŚMINOWIEC. Na podstawie Jasminum KH, ale postanowiłam zrobić długie rękawy. Będzie jak znalazł na Wielkanoc. mam nadzieję, że po praniu Sonata troszkę się ugladzi.
Jako model GOSIA 2 ,tak nazywają manekina, koślawego jak ..., mój Małż i synek. W planach naprawa manekina.
Życzę miłej i rodzinnej niedzieli
P.S. jeśli ktoś to czyta, to proszę niech podpowie mi jak umieścić przycisk do Raverly. No nie potrafię sama tego zrobić. próbuję i próbuję, ale informatyk ze mnie beznadziejny.